Drugi na świecie

Jakub Kraśniak ma 18 lat i tytuł Wicemistrza Świata World elite junior 16-17 lat -75kg, wywalczony w dniach 22-24 listopada w Tokio, podczas 12th World Open Karate Championship And Women’s World Open Championships. Na co dzień uczeń II klasy Akademickiego Liceum Ogólnokształcącego w Przasnyszu.


Shiro Aka: Może zapytam na początku jak się czujesz mając świadomość tak ogromnego sukcesu, jakim jest tytuł Wicemistrza Świata Juniorów?

Jakub Kraśniak: Jestem bardzo zadowolony z wyniku, który udało mi się uzyskać. To niesamowite uczucie.

SA: Wspaniale. Zacznijmy jednak od początku. Od czego zaczęła się twoja przygoda ze sportem, z karate?

JK: Sportem interesowałem się od dziecka, na początku piłką nożną, którą również trenowałem. W dzieciństwie uwielbiałem serial „Z kopyta”, produkcji Disney XD stworzony przez Jima O’Doherty’ego i wówczas bardzo chciałem trenować jakąś sztukę walki. Tak się złożyło, że mój nauczyciel wychowania fizycznego, w szkole podstawowej, współtworzył w naszej szkole sekcję karate. Sensei Wojciech Gołębiewski, który do dziś jest moim trenerem, przyszedł kiedyś na lekcje, rozdał ulotki o tworzonej grupie. Oczywiście zainteresowałem się tym i tak rozpoczęła się moja przygoda z karate.

SA: Od dawna trenujesz?

JK: Treningi zacząłem w 2011 roku, czyli trenuje już 9 lat.

SA: Czy po tylu latach możesz powiedzieć, że karate stało się częścią Twojego życia i wiele Cię nauczyło?

JK: Tak, to jest duża część mojego życia, a zarazem karate jest najlepszym nauczycielem, jeśli można tak powiedzieć. Karate nauczyło mnie, że do wszystkiego można dojść ciężką pracą, jeśli będzie się ją sumiennie wykonywało. Dodatkowo zrozumiałem, jak ważny jest szacunek do osób starszych wiekiem, czy stopniem. No i oczywiście, a może nawet przede wszystkim, nauczyło mnie dyscypliny i samodyscypliny, które są tak bardzo potrzebne w treningach i przygotowaniach do zawodów.

SA: Samodyscyplina – jak odnosi się do życia młodego człowieka? Przecież, jako nastolatek masz wiele potrzeb z tym związanych, jak choćby życie towarzyskie i, przede wszystkim, nauka w szkole.

JK: Ustalmy – życie młodzieżowe w trakcie przygotowań do zawodów jest niemożliwe. Łączenie treningów ze szkołą jest również bardzo ciężkie. Jednak, jak każdy nastolatek, są też rzeczy, które lubię robić, gdy tylko mam wolny czas, mianowicie pograć w CS’a czy pójść na ryby.

SA: Patrząc na te ograniczenia i ogólnie na przebieg treningów, czy miałeś momenty, że chciałeś zrezygnować z uczestnictwa w zawodach, a nawet z samego karate?

JK: Chyba każdy zawodnik miał w swoim życiu chwile słabości. Również miałem. Bardzo często w trakcie przygotowań, gdy natłok wszystkiego nagle zaczyna się kumulować, pojawia się w mojej głowie chęć, by przestać trenować i odpocząć od tego wszystkiego. Potrzebuję wówczas chwil, by poukładać myśli i trenować dalej.

SA: Wracając do treningów. Pamiętasz swoje pierwsze zawody? Co Cię skłoniło do wystartowania w nich?

JK: Chęć rywalizacji i sprawdzenia swoich możliwości.

SA: Czy przed zawodami z góry zakładasz w jakiej kategorii wagowej chcesz walczyć i w tym kierunku się przygotowujesz?

JK: Dużą rolę w przygotowaniach odgrywają rozmowy z Sensei, z którym ustalamy w jakiej kategorii wagowej będę startował. Następnie z dietetykiem dopasowujemy odpowiedni sposób odżywiania. Moim zdaniem dieta ma bardzo duży wpływ na formę, jaką się prezentuje na zawodach.

SA: Czy korzystasz z innych form treningowych niż karate, aby jeszcze lepiej się przygotować?

JK: Oprócz samych treningów karate bardzo ważna rolę w moich przygotowaniach odgrywa trening siłowy.

SA: Wróćmy do Mistrzostw w Tokio. Jak wyglądały Twoje przygotowania do nich, kto cię przygotowywał?

JK: Przygotowywałem się u siebie, w Ciechanowskim Klubie Karate Kyokushin. Trenowałem 5 razy w tygodniu oczywiście pod okiem mojego trenera Senseia Wojciecha Gołębiewskiego. Przygotowania trwały od początku mojej drogi z karate poprzez Mistrzostwa Polski, Europy. Mistrzostwa Świata planowaliśmy z Senseiem na zakończenie mojej juniorskiej kariery.

SA: Opowiedz o samych mistrzostwach. Ile musiałeś stoczyłeś walk? Czy jesteś zadowolony z ich przebiegu?

JK: Musiałem stoczyć 3 walki. Dwie skończyłem przed czasem, nie miałem większych problemów na macie. Najgorszy był stres przed pierwsza walką. Walkę finałową stoczyłem z zawodnikiem z Japonii. Niestety w walce półfinałowej odnowiła mi się kontuzja stopy, a mój przeciwnik bardzo szybko to zauważył i wykorzystał. Być może, gdyby nie to, gdybym był w pełni sprawny, to walka mogłaby potoczyć się całkiem inaczej.

SA: Myślisz, że mógłbyś wygrać? Nie było żalu, że tak mało zabrakło do mistrzostwa?

JK: Oczywiście, że był żal, chyba każdemu byłoby szkoda, ale cieszyłem się z drugiego miejsca. To ogromne osiągnięcie jest przede wszystkim nagrodą za wszystkie moje wyrzeczenia, które musiałem do tej pory ponieść i jest uwieńczeniem wszystkich trudów i wylanego na treningach potu. Choć myślę, że walka finałowa to mogła być walka na moją korzyść, chociaż tego nie dowiemy się już nigdy, mogę mieć tylko przypuszczenia i motywację do dalszej pracy. Tak naprawdę ogrom sukcesu, który odniosłem dotarł do mnie dopiero w trakcie powrotu do Polski, gdy cała adrenalina ze mnie zeszła i mogłem spokojnie spojrzeć na wszystko.

SA: Powiedziałeś, że największym problemem był stres przed pierwszą walką. Jak sobie z nim radzisz? Czy korzystasz z pomocy specjalisty? Może masz jakąś złotą radę, receptę?

JK: Ze stresem radzę sobie sam. Najczęściej wkładam słuchawki do uszu i staram się za dużo nie myśleć. Mnie to pomaga, ale każdy powinien znaleźć swój indywidualny sposób. Jeżeli ktoś potrzebuje, to oczywiście nie neguję rozmów ze specjalistami.

SA: Czy chciałbyś wywalczyć sobie możliwość udziału w następnych mistrzostwach świata?

JK: Oczywiście, że chciałbym. Jest to jednak bardzo trudny temat, ponieważ po skończeniu liceum chciałbym dostać się do Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej. Muszę przede wszystkim bardzo dużą uwagę poświęcić nauce. To teraz taki mój główny cel do zrealizowania. Zobaczymy, jak wszystko się ułoży.

SA: Zapytam Cię jeszcze o rodziców. Czy akceptują twój sportowy wybór?

JK: Rodzice odgrywają bardzo dużą rolę w moim sportowym rozwoju. Tak naprawdę zawdzięczam im prawie wszystko, co osiągnąłem. Począwszy od dostosowania ich życia do dowożenia mnie na treningi przez wsparcie finansowe, niezbędne i konieczne, kończąc na wsparciu takim po prostu rodzicielskim. Myślę, że już zaakceptowali mój wybór. Zapewne są ze mnie i moich osiągnięć bardzo dumni. Na pewno się martwią i stresują, pewnie często bardziej niż ja, jestem tego wręcz pewien. Osobiście nie lubię, gdy są na sali, a mamie zawsze każę wychodzić z sali przed moją walka. Jednak wiem, że zawsze mogę na nich liczyć i to jest najważniejsze.

SA: Myślę, że jesteś wspaniałym przykładem dla wielu młodych zawodników, tak dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z karate, jak również dla tych, którzy już trenują od dłuższego czasu. Twoja postawa i osiągnięta pozwalają uwierzyć, że warto, choć czasami jest trudno. Dziękuję ci bardzo za wywiad i oczywiście życzę mnóstwa następnych sukcesów. OSU!

JK: Proszę bardzo i dziękuję również. OSU!

Autor: Kacper Kanicki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: