Stawiając czoła pandemii

Jak kluby karate poradziły sobie z pandemią?


Pandemia koronawirusa spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Jeszcze w połowie zimy nikt nie spodziewał się, że zaraza tak mocno rozsieje się po świecie i tak bardzo zmieni nasze życia. Podczas Fighters Camp, na początku marca, wielu żartowało sobie z epidemii, która już zaczynała rozwijać się w Europie. Tydzień po campie odbyły się, jak się okazało – ostatnie zawody w tym sezonie, a więc mistrzostwa makroregionów. Wtedy większość zawodników szykowała się do głównych startów sezonu, czyli kwietniowych mistrzostw Polski i Friendship w Tokio, majowych mistrzostw Europy w Lyonie, czy czerwcowych mistrzostw świata kobiet w Nowym Jorku. Tydzień po mistrzostwach makroregionów miały odbyć się jeszcze Otwarte Mistrzostwa Hiszpanii.

I wtedy stało się coś, co w prawdzie mogło być do przewidzenia, ale w tamtym czasie zdawało się surrealistyczne i wręcz niemożliwe. Wirus zaczął zalewać Europę, równolegle wdzierając się również do Polski. Sytuacja zmieniała się nie tylko z dnia na dzień, ale nawet z godziny na godzinę. Pamiętam, że sam jeszcze 10.03 prowadziłem normalnie treningi i według oficjalnych informacji nic nie wskazywało na to, że przez następne 2 miesiące nie zobaczę moich podopiecznych. Owszem – były już rozwieszone dozowniki z płynem dezynfekcyjnym, a rodzice nie byli wpuszczani do szkół, ale mimo, że coś dziwnego i niepokojącego było w powietrzu – wszyscy raczej podchodzili do sprawy optymistycznie i liczyli na to, że przy odpowiednim zachowaniu higieny będą mogli normalnie żyć.

Tak się jednak nie stało. Nastał dzień, który przewrócił wszystko do góry nogami. Najpierw w Polskę poszły informacje o zamknięciu szkół, w których były podejrzenia ognisk epidemii, po to, by dosłownie chwilę później Minister Edukacji zamknął wszystkie szkoły. Dezinformacja, telefony, SMSy, w końcu wszystko jasne. Co najmniej na 2 tygodnie działalność klubów działających w szkołach zostaje zawieszona. 

Ponieważ zamknięcie szkół miało potrwać 2 tygodnie – duża część klubów po prostu zawiesiła treningi, inne postanowiły załatać „dziurę”. Takim łataniem na początku były treningi online, prowadzone w serwisie YouTube. Prawdopodobnie pierwszym klubem, który wystartował z treningami w internecie był KKK Toshi. Treningi u nich ruszyły już 11.03, gdy jeszcze w niektórych dojo odbyły się ostatnie treningi stacjonarne. 13.03 KSW Bushi ruszyło ze swoimi „zadaniami dnia”, czyli krótkimi codziennymi filmikami publikowanymi na Facebooku. 14.03 rozpoczęły się treningi Masters Dojo, a 16.03 do grupy klubów prowadzących treningi na żywo na YouTube dołączył Mazowiecki KKK. Tego samego dnia Olsztyński KKK zaczął dawać dostęp do treningów online członkom swojej grupy na Facebooku. Następnie niektóre kluby rozpoczęły transmisje treningów na platformie Zoom i przez Skype. Wszystko to były rozwiązania dobre na chwilę. Niestety, w okolicach 20 marca zamknięcie szkół zostało przedłużone do 14 kwietnia, a cały kraj, podobnie jak reszta świata, został objęty kwarantanną. Zamknięto też siłownie, kluby fitness i wszelkie kluby sportowe w ramach „zamrażania gospodarki” na czas epidemii. To oznaczało, że sytuacja potrwa dłużej, a kluby nie mogą już tylko „zapchać dziury” po treningach, a całkowicie przestawić się na działalność w internecie. 27 marca Mazowiecki KKK prawdopodobnie jako pierwszy zaczął publikować nagrane treningi i robił to w dość dużej skali. Oczywiście inne kluby również nie próżnowały, ale nie sposób wszystkich wymienić, ponieważ pod koniec marca już zdecydowana większość klubów karate w ten czy inny sposób prowadziła treningi za pośrednictwem nowych technologii. Instruktorzy karate w ciągu 2 tygodni stali się operatorami kamer, youtuberami i montażystami, a ich treningi cieszyły się bardzo dużą popularnością. Wiele klubów prowadziło treningi na Zoomie, czego najciekawszym przykładem był trening ku pamięci Masutatsu Oyamy, który 26.03 zorganizował shihan Jacek Czerniec. W treningu wzięły udział 253 osoby z sześciu krajów, a gościem specjalnym był shihan Katsuhito Gorai.

Kolejnym ciekawym tematem są turnieje kata, które część klubów przeprowadziła z powodzeniem przy pomocy platformy Zoom. Oczywiście nie da się w ten sposób przeprowadzić „pełnowartościowego” turnieju, ale był to ciekawy sposób na zaktywizowanie ćwiczących. O krok dalej poszedł KSW Bushi, który przeprowadził online nawet egzamin na pomarańczowe pasy dla dzieci. Czy nie poszli za daleko – oceńcie to sami, jednak na pewno należą im się brawa za kreatywność.

Ostatecznie okazało się, że świat karate wspaniale odnalazł się w czasie pandemii. Nie mogliśmy walczyć i rywalizować, ale nie porzuciliśmy sportu, stylu życia i naszych klubów. Klubowicze pozwolili klubom przetrwać ten trudny czas, zachowując przy tym dobrą formę i codzienną aktywność, a instruktorzy wychodzą z pandemii z nowymi doświadczeniami, umiejętnościami i wspomnieniami.

Obecnie powoli wracamy do normalności – treningi odbywają się w reżimie sanitarnym, z zachowaniem odstępów i przeważnie w miejscu, ale najważniejsze jest to, że wspólnie przetrwaliśmy jako środowisko ten czas i teraz możemy się spotkać na sali lub w plenerze.

Mam nadzieję – do zobaczenia wkrótce!

autor: Krzysztof Dziuda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: