Siła jest kobietą cz. 2

Karate kyokushin jest dla mnie całym życiem, nauczyło mnie patrzeć w głąb siebie i dbać o swoje wartości, którymi są: wolność, niezależność i przyjaźń.

Agata Winiarska

…Zarówno przed jak i po zawodach podczas dyskusji wyznaczamy sobie cel, co warto utrzymać, a co zmienić i pod to wszystko układamy całość programu. Ja dodatkowo wprowadziłam sobie tydzień przed zawodami – czas totalnego luzu, aby odpowiednio wycelować ze szczytem kompensacji i być w maksymalnej formie, żeby nie być zmęczoną w dniu startu. Kilka turniejów musiało minąć i przejść koło nosa, żebym to zauważyła i wiedziała jak to wyczuć. To jest kwestia bardzo indywidualna. Niektórzy z moich kolegów jeszcze się przygotowują i dalej mocno trenują, a ja już sobie odpuszczam i wiem, że to jest dla mnie najlepsze. Treningi oczywiście są, ale lekkie, krótsze, bym mogła złapać świeżość.

Shiro Aka: Mimo zapasu doświadczeń cały czas się szkolisz. Regularnie bierzesz udział w corocznych Kongresach Psychologii Sportu w Warszawie. Jaką wagę jako sportowiec przywiązujesz do sfery psychicznej?

Agata Winiarska: To jest kluczowe, ale niestety często niedoceniane. Dużo osób ma myślenie, że wizyta lub praca z psychologiem, oznacza że coś jest z człowiekiem nie tak. Ta dziedzina zaczęła być inaczej traktowana kulturowo, dzięki temu, co zrobił Adam Małysz, który otwarcie powiedział… Miał kończyć karierę, a nagle zrobił życiowe wyniki, po tym, jak zaczął prace z psychologiem. To też sprawka mojego shihana, który zasugerował podczas przygotowań, abyśmy spotkali się z doktorem Janem Supińskim. Kojarzyłam doktora ze studiów na AWF-ie we Wrocławiu. Bardzo dobrze wspominam pracę z nim. Wypracowałam sobie kluczowe rzeczy, które są dla mnie ważne i bardzo mi pomagają do teraz. Poukładał mi w głowie wiele kwestii. Często po rozmowie z nim czułam, że w sumie to nie było nic odkrywczego, ale psycholog w taki sposób to mówił, że ogarniało mnie olśnienie. Przecież to wszystko jest takie logiczne, czemu ja tego nie robię. To było piękne.
Myślę, że kyokushin również wiele o tym mówi – wszystko jest w głowie, ważne aby poznać ducha. Można nazwać to psychologią czy „kyokushin spirit”, ale moim zdaniem to jest właśnie ta silna głowa. Kiedy prowadzę treningi, staram się przemycać trochę kwestii związanych z nastawieniem i akceptacją siebie, bo to jest niezmiernie ważne. Również sposoby radzenia sobie są istotne, ponieważ często mówi się, że gdy człowiek jest dobry w karate, to poradzi sobie w życiu. To zależy od ciebie, jak wewnątrz poukładasz swoje sprawy, żeby poradzić sobie z trudnościami. Karate pomaga naprowadzić cię i znaleźć scenariusz, którego użyjesz w codziennym życiu.

W czasie Twojej długiej kariery z pewnością pokonywałaś liczne problemy i przezwyciężałaś kryzysy. Co jako doświadczony karateka mogłabyś poradzić osobom, szczególnie młodym, które napotykając na różne przeszkody, często zniechęcają się i nie mają motywacji do treningu?

Po pierwsze muszą zadać sobie jedno zasadnicze pytanie – po co to robią? Nic na siłę. Jeżeli komuś się to nie podoba i nie widzi w tym siebie, a uprawia karate czy ogólnie sport ze względu na rodziców, to nie ma sensu tego robić. Ja na dwa lata zrezygnowałam z karate. Akurat w moim przypadku ze względu na kontuzję, zabieg, który musiałam przejść, ale też koleżanki i trochę mi to uciekło. Jednak wróciłam, szczególnie ze względu na przyjaciół, którzy mnie namówili na obóz. Miałam wtedy 5 kyu i plan był, abym jechała zwyczajnie dla towarzystwa. Po tym obozie zostałam na treningach do dziś. Co bym powiedziała młodzieży? Pomyślcie, co z tego możecie mieć. Posiadanie pasji i czegoś swojego jest bardzo ważne. Często spotykamy się ze znajomymi, imprezy, różne miejsca, ale możemy czuć się zgubieni i nie wiemy jaki mamy cel i co chcemy osiągnąć. Nie mówię, że karate jest rozwiązaniem na wszystko, ale bardzo dużo pomaga. Same relacje z ludźmi, sfera psychiczna, fizyczna. Niekoniecznie trzeba być zawodnikiem, można sobie trenować po prostu dla siebie, zdobywać pasy i mieć swój własny cel rozwoju. Kryzysy ma się wszędzie. Trenując i nie trenując, te kryzysy przychodzą. Karate uczy, w jaki sposób sobie z tym radzić. Wartościowe przyjaźnie ukształtowane podczas ciężkich obozów czy treningów, gdy wchodzisz w taką sferę emocjonalną, że te relacje są niezmiernie mocne. Ja to widzę. Mam dużo więzi z dzieciństwa z ludźmi, z którymi zaczynałam ten sport. Te przeżycia trwają. Bardzo ważne jest, aby popatrzeć całościowo i odpowiedzieć sobie na pytanie czego chcą.

Można zauważyć na żywo, ale także w mediach społecznościowych, że tworzysz wraz z przyjaciółmi z dojo bardzo zgrany team. Przede wszystkim damski. Potwierdzają to szczególnie hasztagi oraz Instagram pod nazwą „Babski Lamot Team”. Gdzie swoje źródło ma ta idea? Czy płeć piękna przeważa na sali treningowej?

Czy przeważa? Swojego czasu mieliśmy więcej dziewczyn na treningach niż chłopaków.
Myślę, że jak zwróci się na to uwagę, nie tylko w karate, to można zauważyć, że dziewczyny nie odpuszczają, są bardzo wytrwałe i zawzięte, jak postawią sobie cel, to starają się za wszelką cenę go osiągnąć, choćby nie wiem co. To może być zaleta lub wada, ale w tym wypadku myślę, że to ta pierwsza. Jesteśmy w większości, my kobiety wbrew pozorom bardzo zaangażowane i silne w karate, kiedy kyokushin może z zewnątrz wydawać się męskim sportem. Jeżeli chodzi o sam „Babski Lamot Team” to nawiązując do psychologii, mówi się, że szatnia jest bardzo ważna. Szatnia tworzy wyniki, zespół. U nas się to wytworzyło. Szatnia jest zgrana, dlatego zrobił się nam taki zgrany team. Wzajemnie się wspieramy. Mamy różne kryzysy, każda w innym czasie i wtedy nawzajem się wspieramy. Kobiety są też bardzo stadne i robimy dobrą wspólnotę. Nie ma oceniania, a pojawia się raczej wsparcie.
Dzięki temu, że szatnia dobrze funkcjonuje to przekłada się na wyniki, wspólne starty i więzi jeszcze bardziej się zacieśniają. Cały czas mówiliśmy „Lamot Team” i nawet nie wiem dokładnie, kiedy to się wydarzyło. Jednak faktycznie kobiety rządzą, w końcu siła jest kobietą. Stwierdziłyśmy, że to dobry pomysł i wywiązał się on raczej naturalnie.

Sztuki walki są coraz bardziej promowane na świecie, szczególnie wśród kobiet. Na swojej stronie wspomniałaś, że „siła jest kobietą”. Czy możesz odnieść się do tych słów? Jaka jest sytuacja kobiet, w kyokushin, oraz w całym świecie sportu, który jednak w większości jest męską wyspą?

Ogólnie sytuacja kobiet się poprawia, ale dalej mamy dużo do zrobienia. Ja jestem feministką w pracy, ale właściwie to wszędzie. Feminizm często jest źle rozumiany, jako swego rodzaju misja kobiet, które chcą wyeliminować mężczyzn i same rządzić. To wcale nie prawda, ponieważ one chcą po prostu równego traktowania. W Polsce nie od tak dawna te prawa się zrównały. Ostatnio była dopiero setna rocznica możliwości głosowania kobiet. Sto lat to nie jest tak dużo, aby zmienić kulturowe przyzwyczajenia i postrzeganie społeczeństwa. Mamy jednak mocno tradycyjny model rodziny, gdzie kobieta jest w domu, zajmuje się dziećmi i rezygnuje z pracy na pewien czas. One także mają potrzeby rozwoju. Należy wspierać je w tym, że mogą chcieć i to wszystko jest możliwe.
Jeżeli chodzi o sport, w tym przypadku kyokushin, przez pewien czas była duża niesprawiedliwość, dysproporcja w traktowaniu kobiet na zawodach. Nawet jeżeli chodzi o nagradzanie. Zdarzyło się, że kobiety stały poza podium. Była różnica w nagrodach. Pamiętam, gdy podczas mistrzostw Polski najlepszy zawodnik otrzymał laptopa, a zawodniczka tylko dyplom. Przykro jest, gdy się na to patrzy, ponieważ od razu dewaluuje się sposób walki i występy kobiet. Faktycznie jest inny sposób walki, ale wydaje mi się to równie widowiskowe, szczególnie gdy patrzy się na takie osoby jak Margarita Čiuplytė, którą uwielbiam oglądać, ma niesamowity styl. Nie mamy tyle samo siły co mężczyźni, ale gdy walczą ze sobą dwie kobiety, to siła jest widoczna. Tutaj nie chodzi o to
, abyśmy wygrywały z dużo cięższymi mężczyznami, tylko o to byśmy toczyły walki między sobą podczas turniejów, żeby były one widowiskowe i doceniane jak w przypadku mężczyzn.
Ogólnie w sporcie widzę, że to traktowanie jest różne. Dużo jest akcji i ruchów, aby to poprawić. Myślę, że idziemy w dobrą stronę, ale cały czas trzeba o to dbać.

Karate to sztuka, forma walki, samodoskonalenia, ale przede wszystkim ludzie, a szczególnie przyjaciele. Nietrudno zgadnąć, że wśród nich jest również Ania Bojda. Wspólne kongresy psychologii, zawody, treningi oraz przygotowania do startów. Jednak pewnego czasu podczas wielu finałów byłyście przeciwniczkami na macie. Czy mogłabyś powiedzieć jak zaczęła się ta przyjaźń? Czy ma swoje początki rzeczywiście w karate?

Przyszłam do wrocławskiego klubu, gdzie Ania trenowała już wówczas rok. Byłam trochę przestraszona, pierwszy rok studiów. Dodatkowo wiedziałam i znałam shihan Lamota z obozów i wiedziałam, że jest mocną postacią w świecie karate, a nawet że sieje pewien postrach. Początkowo poznałam koleżankę Iwonkę, która pełna ciepła i entuzjazmu pokazała mi całe dojo. Ania siedziała na korytarzu i czekała na trening. Pamiętam, że miała założone ręce i zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu z miną typu „co ty tu robisz, po co tu przyszłaś”. Oho! Pierwsze co sobie pomyślałam, że z nią to chyba się nie zakoleguje. Jak widać wyszło zupełnie inaczej. Myślę, że jak już wspominałam, miały na to wpływ wszystkie wspólne przeżycia, rozmowy. Dużo się dzieje w życiu, a ty zostawiasz to wszystko przychodząc na trening. Jesteś jednak człowiekiem, więc nie możesz się emocjonalnie odciąć od tego, więc naturalne jest dzielenie się tym z ludźmi. Wspólny czas, obozy, treningi, ekstremalne sytuacje, zmęczenie, często jesteś na skraju, zastanawiając się czy nie rzucić wszystkiego i wyjechać w Bieszczady. Myślę, że to tak nas połączyło. Poza tym oczywiście jest cudowną osobą, zdolną, otwartą, szczerą i autentyczną, co bardzo cenie w ludziach. Ta przyjaźń przez wiele lat bardzo ewoluowała i znamy się do kości. Często wystarczy, że popatrzymy się na siebie i wiemy, co druga myśli. Poza tym wspieramy się podczas kryzysów. Ciągniemy się pozytywnie w górę. Bez Ani byłoby dużo trudniej i wielu rzeczy bym nie osiągnęła.

Dużo podróżujesz. Udział w mistrzostwach rangi międzynarodowej wiąże się z wizytami w różnych krajach. Czy wśród odwiedzonych przez Ciebie miejsc, możesz wyróżnić jedno, które zrobiło na Tobie największe wrażenie?

Nie będę chyba oryginalna. Japonia. Zawsze ten świat wydawał się taki odległy. Jednak jak już tam się znalazłam, to pomyślałam, że w sumie wsiadłam w samolot, doleciałam i to wcale nie jest tak daleko. Kultura, jedzenie było czymś niesamowitym. Myślę, że każdy w miarę możliwości powinien odwiedzić Japonię, zobaczyć ludzi, poznać kulturę. Każde podróże poszerzają horyzonty i ja osobiście jestem otwarta na różne kultury. Uważam, że jest to piękne, gdy możemy uczyć się od siebie i czerpać dużo rzeczy.

Czy masz jakieś inne zainteresowania oprócz karate, na które poświęcasz wolny czas?

Jak już mam jakiś wolny czas. Interesuje się psychologią, więc staram się wgłębiać w tę dziedzinę. Dodatkowo próbuję się rozwijać w pracy, gdzie ostatnio moja rola ewoluowała.
Lubię gotować. Od pewnego czasu nie jem mięsa i to bardzo rozwinęło mnie to kulinarnie. Zaczęłam szukać różnych rozwiązań, żeby jedzenie było smaczne i zróżnicowane. Można sobie wyszukać ciekawe przepisy i próbować. Ciastka owsiane, tofu, sojowe produkty. Słodycze jak najbardziej. Oczywiście trzeba szukać jakichś zdrowszych zamienników. Śmiejemy się, że po zawodach w różnych miejscach kuli ziemskiej, nieważne gdzie, ale wszystkie dziewczyny jesteśmy takie same i widać, jak wrzucamy zdjęcia tortów, ciastek, co by to nie było słodkiego.

Jak już wspominałam jesteś bardzo utytułowana i dodatkowo jako obserwator mogę śmiało stwierdzić, że znasz ten sport „na wylot”. Posiadasz 3 dan. Jednak karate to ciągła droga. Czy jest jakiś element, cel, który pragniesz osiągnąć? Zarówno krótko-, jak i długotrwały.

Wydaje mi się, że ja ciągle nic nie wiem. Im więcej wiem, tym mam wrażenie, że jednak mniej. Uwielbiam jeździć na zgrupowania, słuchać i obserwować różnych ludzi, którzy pokażą ci ciekawostki. Nawet inne ustawienie stopy stanowi odkrycie. Wow, tak można robić, teraz cały czas będę to trenować! To jest piękne w kyokushin, że nie ma końca. Zdobycie czarnego pasa to dopiero początek. Pojawia się wrażenie, że skoro mam czarny pas to muszę więcej wiedzieć, zgłębiać to wszystko, wiedzieć z czego wynika, jak to przekazać innym. Oczywiście myślę, aby w przyszłości zdać egzamin na 4 dan. Jednak bardzo dobrze pamiętam egzamin na 3 dan i nie śpieszno mi na razie. Z pewnością chciałabym podjąć obronę mojego tytułu -Mistrzostwa Europy. Dodatkowo spodobało mi się prowadzenie seminariów. W tym roku prowadziłam jedno w Niemczech, w zeszłym w Norwegii. To jest niesamowite, ponieważ musisz odpowiednio przekazać wiedzę, aby ludzie ją zrozumieli i odpowiednio ich poprawiać. Każdy jest inny i to jest bardzo odkrywcze, wiele mi to daje i rozwija. Chciałabym bardziej nauczyć się przekazywać swoją wiedzę.

Jak w jednym zdaniu, od serca mogłabyś opisać czym dla Ciebie jest karate kyokushin?

Karate kyokushin jest dla mnie całym życiem, nauczyło mnie patrzeć w głąb siebie i dbać o swoje wartości, którymi są: wolność, niezależność i przyjaźń.

Bardzo ci dziękuje za rozmowę, to była czysta przyjemność.

Autorka: Anna Wiatrowska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: