SHIRO AKA

magazyn karate kyokushin

Czy porażka może być przyjacielem?

Chcesz osiągnąć sukces? Przyspiesz i zwiększ tempo doznawania przez siebie porażek


W jaki sposób odbierasz swoją porażkę? Czy potrafisz się z nią skonfrontować? Widzisz ją jako szanse czy zagrożenie dla poczucia własnej wartości? Umiesz nazwać emocje, które towarzyszą Ci podczas przegranej lub nieustających nieudanych próbach zrobienia czegoś nowego?

Trochę dużo pytań jak na początek, ale jeszcze nie uciekajcie, dopiero teraz możemy powiedzieć hajime!

Czym jest porażka? Należy zastanowić się nad jej podstawową definicją, która oczywiście może być różna, co wiąże się z poznanym już we wcześniejszych artykułach Shiro Aka powiedzeniem „to zależy”. Krótko przypominając esencje tego powiedzenia, chodzi o to, że każda osoba indywidualnie interpretuje i postrzega świat. Powiedzmy w ten sposób – „co dla jednych jest sufitem, dla innych może być podłogą”.

Klęska, niepowodzenie, a nawet takie określenie jak przegrana bitwa, walka, rywalizacja czy nieumiejętność realizacji planu, podkreślają raczej negatywny wydźwięk. Są to zazwyczaj pejoratywne obrazy, nasączone niesmakiem, a nawet smutkiem i łzami. Jednak podkreślmy, że sami kształtujemy nasze wewnętrzne narracje, w związku z tym jesteśmy w stanie z kwaśnego niczym cytryna niepowodzenia, zrobić słodkie winogrona. Taka metafora „zrobienia z cytryn lemoniady” jest znana niektórym osobom i pokazuje, jak istotna jest nasza interpretacja zdarzeń i własna postawa wobec spotykanych przeszkód. A więc to my jesteśmy odpowiedzialni za definicje naszej porażki.

Uwaga, przygotujcie się na następne pytanie. Kiedy na myśl przychodzi Ci słowo „porażka”, jakie pierwsze skojarzania wyłaniają się w twoim umyśle?

Śmiało można stwierdzić, że porażka wyprzedza sukces. Spójrzmy na dziecko, które zanim nauczy się chodzić, wywróci się niezliczoną ilość razy. Wyruszając na wyprawę w góry w celu zdobycia upragnionego przez nas szczytu, niemożliwa, a wręcz nierealna jest wędrówka po samych wysokich wzniesieniach i wyżynach. Pojawiają się doliny, bez których górski szlak byłby niepełny, a zdobyty później wierzchołek nie smakowałby tak, jak oczekiwaliśmy. Wynika z tego, że porażka poprzedza sukces i jest ona nieunikniona. Moglibyśmy nawet rozrysować swego rodzaju drzewo genealogiczne sukcesów znanych sportowców – od najstarszych do najświeższych osiągnięć. Niezależnie czy będą one związane z kwestią zawodniczą, techniczną, połączone z nauką nowych technik, sposobów treningu lub zdanych egzaminów na następny stopień uczniowski, bądź mistrzowski – porażka była, jest i będzie „starszą siostrą sukcesu”.  Tak jak od starszego rodzeństwa możemy się wiele nauczyć i wyciągnąć z niej dużo istotnych dla nas doświadczeń, zrobić coś inaczej, zmodyfikować nasze plany działania, schematy, być trochę twórczym. Należy próbować przekraczać granice i nie bać się zmian, gdyż właśnie nawet jedna mała różnica może wpłynąć na poradzenie sobie z przegraną. W tym momencie warto przytoczyć słowa naszego mistrza Sosai Masutatsu Oyamy: „Strach jest przyczyną wielu porażek, ale utrata odwagi jest równa wyzbyciu się własnego ego”. Zatem możemy sami zapętlić się i w kółko powtarzać te same błędy, nie wychodząc ze swojej strefy komfortu. Warto posłuchać starszej nauczycielki, przeanalizować, przejść przez dolinę i tym samym wspiąć się na szczyt z nowymi perspektywami, oczekiwaniami a przede wszystkim umiejętnościami.

Jeszcze raz chcąc zdefiniować porażkę, powinniśmy zaznaczyć subiektywizm jej odczucia. Jest to niezmiernie istotne. Dlaczego? Człowiek jest istotą społeczną, co wiąże się przede wszystkim z komunikacją, która jest bazą stosunków z innymi. Szczególną rolę odgrywa tu zrozumienie. Delikatnie tylko „zahaczając” stosunki pomiędzy trenerem jak i rodzicami a podopiecznymi warto podkreślić, że ważna jest znajomość celu, do którego dążą obie strony, więc musi być on identyczny i jasny. Celem niekoniecznie z perspektywy sportowca musi być medal. Ktoś może być zadowolony z wykonania swojej pracy, mimo, że najzwyczajniej przegrał lub wypadł gorzej niż inni. Jednak zrealizował on plan i wprowadził wszelkie przygotowane założenia, a jego ciężka praca przyniosła rezultaty dla rozwoju. Jest z siebie zadowolony, a w tym przypadku samozadowolenie może stać się nagrodą.

Kończąc definiowanie zjawiska porażki, porównajmy ją z sukcesem.

Jaki jest nasz oczekiwany wynik? Dokładnie słowo „oczekiwany” podkreśla i odnosi się do różnic w postrzeganiu i różnorodnych perspektyw, które sobie kreujemy.  Najprościej można by powiedzieć, że sukces pojawia się wówczas, gdy zrealizowaliśmy cele wynikowe, procesowe i inne, które wcześniej sobie ustaliliśmy i oczywiście były one realne dla nas realne. „Zrobiłem wszystko co byłem w stanie, dałem z siebie sto procent i wypełniłem plan, a dodatkowo wprowadziłem zmiany w trudnych, nieoczekiwanych momentach – jestem z siebie dumny”.

O sukcesie może świadczyć nagroda, ale także satysfakcja, zaangażowanie, poprawa w kontekście wykonywania jakiejś techniki, a czasem wystarczą ciągłe próby podjęcia realizacji zadania i już pojawi się emocja, jaką jest radość. Teraz odwracając powyższą perspektywę stworzymy określenie porażki. „Nie włożyłem 100 procent wysiłku, zostawiłem coś na później, nie zrealizowałem planu – jestem z siebie niezadowolony”. Czujemy często brak skuteczności, smutek czy żal. Czasem pojawia się obojętność lub rezygnacja, co samo w sobie jest przegraną.  Jednak, kiedy znajdziemy się w dolinie to nie jest koniec, ponieważ szczyt na nas czeka i trzeba ruszać dalej.

Zastanawiasz się czasem, czy aby za dużo od siebie nie wymagasz? Chcesz być alfą i omegą?  Z tym może być trochę trudno, nie ma ideałów albo może nam się tak tylko wydawać. Diament można szlifować, przecierać, czyścić, ale zawsze gdzieś znajdziemy delikatną rysę.

Porażka w dzisiejszym świecie stanowi swego rodzaju tabu. Staramy się raczej mówić o swoich sukcesach i pozytywach pracy. Ciężko nie zgodzić się z tą tezą, ponieważ, mimo że ten temat nie jest zakazany, dużo rzadziej poruszamy go w rozmowach. Dla współczesnej większości pejoratywny charakter słowa „porażka” szczególnie w sferze kariery zawodowej, ale także sportowej nie wiąże się raczej ze szczęśliwym, spełniony życiem. Często wszelkie niepowodzenie staramy się najprościej wyprzeć, kierując je to naszego „umysłowego kosza”, jakim w tym kontekście jest nasza nieświadomość. Kiedy niezadowoleni wychodzimy z treningu, kończymy turniej na przegranej pozycji, lub nie osiągniemy oczekiwanego wyniku w sporcie czy w pracy, często można usłyszeć takie słowa jak: „Właściwie to nie tak źle nam to wyszło. Poza tym mogło być gorzej”. Przekomarzamy się sami z sobą, starając się zracjonalizować negatywny moment w jakim się znaleźliśmy, a dokładniej z „kwaśnych cytryn zrobić słodkie winogrona”. Szukanie pozytywów jest niezmiernie istotne, gdyż jak już wcześniej wspominaliśmy w definicji porażki jest ich dość dużo, gdyż zazwyczaj mamy zdolność nauki na błędach. Jednak ważne jest, aby posiadać umiejętność przyznania się do własnego niepowodzenia, wyciągnięcia wniosków, a nie spychania go w kąt bądź ukrywania przed samym sobą.

Bardzo możliwe, że takiego typu zachowania są związane z ideałami, które są kreowane w otaczającym nas świecie, szczególnie w mediach.

Dokładnie. Żyjemy w społeczeństwie osiągnięć, gdzie teraz typowym obrazem jest właśnie człowiek sukcesu. Ofensywa, pośpiech i stała presja na wynik wpisują się w kształtowanie propagowanej sylwetki „nadczłowieka”. Nie każdy sportowiec czerpie radość z aktywności samej w sobie, jaką jest po prostu ruch. Niektórzy chcą być „kimś”, a miarą ich sukcesu jest kolor krążka, ilość pucharów na półce lub rozpoznawalny wizerunek w środowisku. Dążenie do bicia rekordów, wygrywania, stawanie się liderem w grupach, zapełniania swoich CV osiągnięciami, ale także celami i planami aspirującymi do dalszego rozwoju, nie jest oczywiście rzeczą złą. Należy zadać sobie jednak pytanie – czy nasza pełna fleszów i błysku kariera nie jest przypadkiem realizowana kosztem zdrowia czy życia prywatnego? Ciągłe i usilne dążenie do osiągnięcie sylwetki człowieka sukcesu, w którego słowniku nie jest zapisane słowo „porażka”, może pociągać za sobą różnego rodzaju nadużycia, patologie nie tylko w nas samych, ale też kształtując postawę negatywnie odbieraną, a nawet krzywdzącą poprzez różne manipulacje.  Wszechobecna „pucharomania”, „odznakomania” czy nawet „dyplomomania” znakomicie opisują wykreowaną postać osoby, która jest usilnie nastawiona na sukces, a jej motywacja osiągnięć nie jest do końca zdrowa.

Możemy wyróżnić 2 typy osób. Motorem do działania pierwszej z nich, w tym wypadku pozytywnym będzie potrzeba osiągnięć. Charakterystyczne dla niej będzie pragnienie i dążenie do jak najlepszego wykonania postawionego zadania, ale też nie będzie bała się realizować trudniejszych wyzwań. Taka mobilizacja i motywy będą miały u swojego podłoża raczej nadzieje na sukces i dobry wynik, co ułatwi im codzienne życie. Jej działania będą po prostu przedsiębiorcze. Jednak drugi typ osoby cechuje negatywny typ paliwa napędzającego machinę szukania sukcesu, jakim jest lęk przed porażką, co wiąże się z unikaniem niepowodzeń. Nie podchodzą do realizacji zadań z radością, werwą i entuzjazmem, a towarzyszą im różne obawy przed ewentualnym pokazaniem swoich wad, niekompetencji czy po prostu ewentualnym poczuciem wstydu, który jest oczywiście negatywną emocją. Obserwowane przez nich wizerunki ludzi sukcesu raczej są przytłaczające, stresujące i obniżające ich samoocenę.

Znasz filmy Marvella? Kojarzysz barwne postacie super bohaterów ratujących świat? Większość z nas zdaje sobie sprawę, że tego typu ikony nie są realnym odniesieniem do rzeczywistości, a stanowią raczej wirtualnie wykreowaną wizję nadczłowieka. Tutaj, w naszym „karateckim universum”, mamy bohaterów codziennego treningu, zaangażowanych sensei czy shihan w nauczanie młodych adeptów idei kyokushin. Niekoniecznie są to zwycięzcy światowych i krajowych turniejów czy gwiazdy Internetu. Wielu realnych bohaterów jest wręcz niewidoczna, wykonująca swoje zadania z precyzją, ale też z werwą, jakiej często brakuje osobom stojących na najwyższych piedestałach. Odnieśmy się do codziennego życia. Postawmy obok siebie dwie grupy takie jak biznesowe gwiazdy, polityków oraz pracowników odpowiedzialnych za wywóz śmieci czy sprzątaczy i sprzątaczki. Nie ma ogólnie przyjętej hierarchii, kto będzie plasował się na wyższej pozycji? Odpowiedź jest z pewnością jasna. Jednak pomyślmy, czy przetrwalibyśmy zasypani brudem i odpadami. Czy to właśnie takiego typu osoby nie ratują naszych najbliższych miejsc i są niczym super bohaterowie. Niezbędny jest również uczeń, który przychodząc do dojo, trenując, staje się częścią czegoś wielkiego. Nie musi on mieć czarnego pasa, złotych belek czy medali. Po prostu jest, co czyni go bohaterem, kształtuje jego własny sukces, ale też sukces innych, bo często towarzyszy podczas treningów chociażby jako sparingpartner dla znanych, plasujących się na wysokich taryfach zawodników. Określenie „bohater” wśród karateków, ale też reprezentantów innych dyscyplin, wymaga specjalnego definiowania i poszukiwania wyróżniających go cech, z tego względu, że każdy z nas jest bohaterem w swoim, jedynym, niepowtarzalnym przypadku.

Czy bohater ma prawo do porażki? Tak, każdy ma do niej prawo. Z pewnością pod kątem emocjonalnym nie jest ona tak łatwa i przyjemna jak sukces. Jednak samoświadomość gór i dolin w swoim rozwoju jest bardzo ważna. Porażka stanowi skarbnicę wielu ważnych informacji, do których posiadasz klucz. W związku z tym czasem warto cofnąć się i przeanalizować treningi, procesy przygotowawcze, komunikacje czy inne aspekty, które składają się na nasz cel. Wyciągnąć wnioski, bo czasem w krok w tył z perspektywy czasu może dać dwa w przód.

Tak jak nie boimy się stanąć do walki, nie bójmy się porażki.

„Pomyliłem się”, „Zrobiłem błąd”, „Tak, zgadza się, zdecydowanie mi nie poszło”.

Jak mówi Jose Antonio Marina przyznanie się do porażki i wykorzystanie jej stanowi duży wyczyn, który graniczy z genialnością!

Autorka: Anna Wiatrowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *