Alkohol a sport – czy sportowcy piją?

Udostępnij

Sylwestrowa zabawa tuż tuż (a być może czytasz to już w 2022 roku), więc temat jak najbardziej na czasie. Czy sportowcy piją alkohol? Czy ktoś, kto nie jest abstynentem może się nazywać sportowcem? A może nie ma to żadnego znaczenia? W tym artykule postaram się obalić mity, przedstawić fakty, oraz przełamać drobne tabu, którym jest powiązanie alkoholu ze sportem.


Na wszystkie te pytania odpowiedź brzmi: to zależy. Dziękuję za przeczytanie artykułu, jeśli chcesz więcej tego typu tekstów – wesprzyj Shiro Aka na Patronite.

Wrrrróć… Zacznijmy od początku.
Spotkałem się z wieloma opiniami dotyczących alkoholu i sportowców. Jedni twierdzą, że sportowiec przez całe swoje życie nie powinien tknąć napojów z procentami. Inni twierdzą, że porządny sportowiec musi umieć wypić. Jeszcze inni, że „jedno – dwa piwka po treningu działają pozytywnie”. Otóż wszystkie te grupy w pewnym sensie mają rację i wszystkie te grupy w pewnym sensie się mylą. Choć najbliżej prawdy zdają się być ci pierwsi.

Pozytywne działanie alkoholu

Rozkładając temat na czynniki pierwsze – jak działa alkohol na organizm oraz jakie są negatywne, ale też pozytywne skutki spożywania napojów alkoholowych.

Zacznę od tych… pozytywnych. Wino i piwo (przede wszystkim czerwone wino) zawierają przeciwutleniacze. Piwo zawiera witaminy oraz ma właściwości izotoniczne. Czerwone wino ułatwia procesy trawienia. Małe ilości alkoholu (poniżej 30g etanolu) spożywane od czasu do czasu obniżają poziom cholesterolu, zmniejszają ryzyko zawału serca oraz rozszerzają naczynia krwionośne – ułatwiając transport krwi do komórek naszego organizmu. Dodatkowo spożycie napojów wyskokowych, jak każda używka – powoduje wydzielanie dopaminy, co w efekcie poprawia nastrój, czasem również powoduje wzrost poziomu endorfin. Niektórym ludziom alkohol ułatwia zasypianie.

Zamiast alkoholu

Na tym etapie można by pomyśleć, że artykuł promuje alkoholizm. Dlatego zanim przejdę do długiej listy negatywnych skutków picia alkoholu – warto wspomnieć, że wszystkie wymienione wyżej efekty można uzyskać odpowiednią dietą lub suplementacją. O wiele lepszymi źródłami antyoksydantów są: aronia, kakao, borówki, kawa, czarna porzeczka i wiele innych. Piwo co prawda jest dobrym izotonikiem, ale to alkoholowe do tego działa moczopędnie, w efekcie nie tylko niwelując właściwości izotoniczne, ale jeszcze odwadniając. Za to piwo bezalkoholowe jest uznane za jeden z lepszych izotoników. Nasz układ trawienny będzie nam wdzięczny, jeżeli czerwone wino zamienimy np. na suszone owoce. Poziom cholesterolu oraz transport krwi również dużo skuteczniej poprawi dieta. Dopaminowy i endorfinowy „wydźwięk” alkoholu jest bardzo zgubny (o czym więcej za chwilę), natomiast z bezsennością można walczyć w lepszy sposób dietą, ziołami, a także suplementacją melatoniny czy ashwagandhy.

Dlaczego nie warto pić?

No dobrze, przejdę zatem do „punktowania” alkoholu. Zastanówmy się, do czego by prowadziło wypicie jednego – dwóch piwek po każdym treningu przez wyczynowego sportowca? Biorąc pod uwagę, że wyczynowy sportowiec ćwiczy nawet do 10 razy w tygodniu, to prosta droga nie do mistrzostwa, a do wspomnianego już wcześniej alkoholizmu. Podobne zagrożenie niesie za sobą picie „na lepszy sen” lub „na poprawę nastroju”. Nadmierne spożywanie alkoholu degeneruje między innymi wątrobę, układ trawienny czy układ nerwowy, oraz może doprowadzić do wielu innych chorób. Zostawię na razie nadmierne spożycie, bo negatywne skutki nadużywania napojów wyskokowych powinien znać każdy. Poza tym artykuł nie jest stricte o alkoholu, a o jego wpływie na sportowców. Czy więc umiarkowane spożycie nie daje innych negatywnych efektów niż „tylko” alkoholizm? Nic bardziej mylnego! Nawet najmniejsza ilość etanolu ma udowodnione działanie rakotwórcze. Do tego alkohol upośledza syntezę białek z aminokwasówosłabia wydzielanie białek z wątroby. Lampka wina wypita, aby łatwiej zasnąć – sam sen utrudni i sprawi, że będzie płytszy, ponieważ organizm będzie obciążony strawieniem trucizny, jaką dla niego jest etanol. Do tego procenty są bardzo kaloryczne. Jedno piwo to ponad 200 kcal, lampka wina około 90 kcalkieliszek wódki to ponad 100 kcal.

Wpływ alkoholu na sportowców

Tłumacząc z naukowego na sportowe – alkohol nawet w małych ilościach zablokuje progres siły (utrudniając przyswojenie białka), wytrzymałości (powodując problemy z regeneracją i snem), techniki i szybkości (działając negatywnie na układ nerwowy). Nawet małe ilości alkoholu mogą spowodować regres w wyżej wymienionych dziedzinach, a duże ilości alkoholu na pewno spowodują regres. Do tego, zwłaszcza w takim sporcie jak karate, pamiętajmy o kaloryczności i trzymaniu (a raczej częściej zbijaniu) wagi. Czy w związku z tym możemy już powiedzieć, że alkohol i sport wykluczają się w stu procentach?

Na wygraną wpływa szereg czynników. Jednym z nich jest stosunek zawodnika do używek.

Mały drink na rozluźnienie

No nie do końca. Pamiętajmy, że w życiu aktywnego wyczynowego sportowca rozróżniamy trzy okresy – okres przygotowawczy, okres startowy i okres roztrenowania. W okresie przygotowawczym rzeczywiście możemy powiedzieć, że alkohol i sport wykluczają się w 100%. Celem sportowca w tym czasie jest jak najefektywniejsze trenowanie. Jeżeli ktoś nie jest w stanie wytrzymać bez alkoholu to już powinna mu się zapalić nawet nie żółta, a czerwona lampka. Bynajmniej wina. Następnie przychodzi okres startowy. Tutaj również należy zachować wstrzemięźliwość od napojów wyskokowych. Naszym celem przecież jest utrzymanie formy i zdobywanie sukcesów, a nie utrata formy przez własną głupotę. Tutaj jednak zrobiłbym pewien wyjątek. Czy w końcu jeżeli ktoś na dzień przed zawodami, po ważeniu, podwyższy sobie poziom dopaminy i endorfin jednym (JEDNYM!) małym drinkiem to coś się stanie? Być może będzie mu łatwiej zasnąć, oczyścić głowę ze stresu, a straty będą naprawdę niewielkie. Oczywiście to nie jest remedium na wszystkie bolączki przed startem. Nie jest to także metoda dla każdego. Raczej mały wyjątek od reguły, jaką powinna być abstynencja.

Alkohol w dniu zawodów. Szaleństwo czy uzasadniony ruch?

Przejdę teraz do tak specyficznego i ciekawego dnia, że postanowiłem poświęcić mu cały akapit. Jest to oczywiście dzień startu. Wypicie alkoholu przed samym startem wydaje się totalną abstrakcją. Jednak zastanówmy się, co by było, gdybyś wypił „lufę” w dniu zawodów? Nawet mała ilość etanolu w trakcie oddziaływania na nasz organizm upośledza wytrzymałość, siłę oraz szybkość. Z drugiej strony zmniejsza odczucie bólu i strachu i podwyższa poziom optymizmu. Prawdopodobnie więc wszedłbyś na matę bardziej pewny siebie, ciosy mniej by bolały, ale zebrałbyś sromotny łomot wykorzystując zaledwie część swoich możliwości na trzeźwo. W karate – bez sensu. Choć podobno alkohol w sportach wymagających skupienia, takich jak strzelectwo czy skoki narciarskie, jest traktowany jako doping. Oczywiście w małych ilościach. Skoro już przy dopingu jesteśmy – czy to jest w ogóle legalne? O ile w karate, co do zasady, nie robi się testów antydopingowych, to alkohol jest stosunkowo łatwy do wykrycia. Został on jednak wykreślony przez WADA z listy substancji niedozwolonych w 2017 roku. Z prawnego punktu widzenia nie ma obecnie słowa o alkoholu, jeśli regulamin zawodów o nim nie mówi (a nie spotkałem się z tym). Podejrzewam jednak, że gdybyś został złapany na rauszu podczas zawodów – groziłaby Ci dyskwalifikacja z powodu złamania etykiety, niesportowego zachowania lub ryzyka związanego z walką pod wpływem.

Ostatni start w sezonie – „świętować” czy zachować abstynencję?

Skoro okres przed zawodami i same zawody już omówiliśmy, to teraz co po zawodach? Jeśli to nie był ostatni turniej w sezonie to abstynencja. Natomiast jeśli to już był główny start sezonu, to czeka nas okres roztrenowania. Czyli co, hulaj dusza – piekła nie ma? No i znów – nie do końca. Co prawda teraz już nie ma tak oczywistych sportowych przesłanek do unikania procentowych trunków. Nie zapominajmy o skutkach zdrowotnych, jakie niesie za sobą spożywanie jakichkolwiek ilości etanolu. Poza tym chyba nie chcesz, żeby twoja praca w sezonie została całkowicie zaprzepaszczona i odbudowa formy była trudniejsza? No i jeszcze jeden aspekt, czyli bycie sportowcem, a więc ambasadorem zdrowego trybu życia. Nie mniej – wszystko jest dla ludzi. Jeżeli masz umiar i masz ochotę, to okres roztrenowania jest czasem, kiedy możesz sobie powiedzieć „czemu nie”. Nie bądźmy hipokrytami – żyjemy w społeczeństwie i kręgu kulturowym, gdzie zdecydowana większość choć raz w życiu próbowała alkoholu, a jego spożywanie jest społecznie akceptowalne i jest wręcz częścią życia społecznego. Jeśli jesteś abstynentem – super. Jeśli nie – w okresie roztrenowania nie musisz.

Czy sportowiec-amator może sobie pozwolić na więcej?

No dobrze, a co, jeśli nie jesteś wyczynowym sportowcem? Zakładam, że większość czytelników Shiro Aka nimi nie jest, więc jeśli to czytasz, to prawdopodobnie należysz do tej grupy. Tutaj sprawa wydaje się nieco prostsza. Nie obowiązują Cię cykle treningowe, nie startujesz w zawodach, a nawet jeśli to jest to zabawa na zasadzie „pierwszego kroku”. Możesz normalnie żyć, a sport jest jedynie dodatkiem do twojego życia i odskocznią. Chociaż… nie do końca. Pamiętaj, że alkohol ma negatywne skutki również dla Ciebie. Zarówno te związane ze zdrowiem, jak i ze sportem. Skoro już uprawiasz sport, to zakładam, że chcesz żyć zdrowo oraz robić postępy, czyż nie? Żyj normalnie, nie musisz być mnichem, ale jednocześnie pamiętaj o negatywnych skutkach spożycia procentów.

Piją czy nie piją? Jak to jest z tymi sportowcami?

No to co z tymi sportowcami – piją czy nie? Odpowiedź na to pytanie zostawiłem sobie na podsumowanie. Sportowcy, jak każda inna grupa społeczna – odzwierciedlają przekrój społeczeństwa. A więc spotkamy wśród nich zarówno abstynentów, alkoholików, jak i tych po środku. Jednak, o ile w społeczeństwie tych przeciętnych ludzi będzie najwięcej, alkoholików mniej, ale też dużo, a abstynentów najmniej, to wśród sportowców ten przekrój będzie wyglądał zgoła inaczej. Prawdopodobnie nadal najwięcej będzie tych ludzi, którzy spożywają alkohol sporadycznie, ale spożywają. Myślę, że bardzo dużą grupę będą stanowić również stuprocentowi abstynenci, natomiast alkoholicy to raczej margines wśród czynnych sportowców wyczynowych.

Ludzie wysportowani i zdrowi mają często „mocniejszą głowę”. Być może z tego powodu niektórzy ludzie, moim zdaniem błędnie, postrzegają sportowców jako zaprawionych w bojach alkoholików.

Jest jeszcze jedna kwestia – część „sportowców”, która po prostu chleje. Wiodącą grupą są wśród nich najbogatsi, a więc piłkarze. Sam miałem „przyjemność” kiedyś imprezować z przedstawicielami tego sportu. Ja byłem w okresie przygotowawczym, oni na początku okresu startowego. Ja przyjechałem samochodem i piłem wodę, oni, mówiąc kolokwialnie – „łoili wódę”. Bo powiedzieć, że pili, to nic nie powiedzieć. Obecnie jest też głośno o tzw. „grupie imprezowej” w jednym z warszawskich klubów piłkarskich (choć problem oczywiście nie dotyka tylko piłki nożnej). I tutaj będę surowy. Jeżeli ktoś uprawia wyczynowo sport, jest to jego zawód i zarabia na tym naprawdę dobre (a czasem wręcz ogromne) pieniądze, to nadużywanie alkoholu jest pluciem w twarz kibicom. Ja takich ludzi nie postrzegam w ogóle jako sportowców i oni też nie powinni sami siebie tak nazywać.

Wszystko jest dla ludzi

Tak jak już wspomniałem w tym artykule – wszystko jest dla ludzi. Wszystko w odpowiednim czasie, w odpowiednich ilościach i mając z tyłu głowy niebezpieczeństwa wynikające ze spożywania etanolu. Bądźmy zdrowi jak najdłużej i, nie popadając w skrajności, ograniczajmy spożycie niezdrowych substancji do minimum. Niezależnie od tego, czy jesteśmy zawodowymi, wyczynowymi czy amatorskimi sportowcami, czy też po prostu trafiliśmy na ten artykuł. I z tym przesłaniem Was zostawiam. Szczęśliwego Nowego Roku! OSU!

Autor/ka

  • Trener karate drugiej klasy, student wychowania fizycznego i (wciąż jeszcze czynny) sportowiec. Z zawodu karateka. Lubi zdobywać nową wiedzę, a jego misją jest jej przekazywanie.

Oceń ten wpis!

Kliknij w gwiazdkę

Średnia ocena tego wpisu 4.6 / 5. Liczba ocen: 10

Brak ocen. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.