Glaube Feitosa – zapomniany mistrz?

Udostępnij

Na przełomie września i października sensei Glaube Feitosa z Brazylii poprowadzi II Sanbon Seminar w Ostródzie. Wybór prowadzącego zapewne dla wielu nie był oczywisty, a być może wręcz zagadkowy. Dlatego przybliżę sylwetkę tego, nieco zapomnianego, mistrza.

Nie jest to oczywiście postać anonimowa. Natomiast trudno nie oprzeć się wrażeniu, że ten nietuzinkowy zawodnik zawsze był i jest nieco w cieniu swoich kolegów – Francisco Filho, Ewertona Teixeiry czy Ryuji Isobe, o czym świadczy choćby trudność w znalezieniu szczegółowych informacji na temat sensei Feitosy.

Kyokushin + K1 = Glaube Feitosa

Wydaje mi się, że podstawowych informacji o tym karatece nie trzeba przedstawiać, jednak z kronikarskiego obowiązku nie mogę ich pominąć. Glaube Feitosa to były zawodnik karate kyokushin w latach 1991 – 2005 oraz K1 w latach 1998 – 2007. Już pierwsze zdanie mówi o ciekawym fakcie, ponieważ na około 16 lat kariery zawodniczej – przez 7 lat Feitosa startował zarówno w formule K1, jak i kyokushin. Ponadto na te lata przypadają również jego największe sukcesy w obydwu formułach. Co w tym niezwykłego? Właśnie formuła walki. W K1 dopuszczone są ciosy na strefę jodan, natomiast w formule kyokushin walka odbywa się bez rękawic. Te dwie różnice często sprawiają problemy zawodnikom startującym w obu formułach.

Glaube Feitosa zaprasza na II Sanbon Seminar do Ostródy

Fighterzy kyokushin rozpoczynający karierę w kickboxingu mają problem z obroną głowy, natomiast kickboxerzy startujący lub powracający do karate – nie są przyzwyczajeni do silnych ciosów gołymi pięściami na korpus. Jest wiele przykładów, że mieszanie K1 i karate jest trudne. Jednym z nich jest Andy Hug, który na początku swojej kariery w K1 miał ogromne problemy z obroną ciosów na głowę. Odwrotnym przypadkiem jest Marcin Prachnio, który, jako już bardzo dobry zawodnik MMA próbował powrócić do kyokushin, co nie zakończyło się sukcesem (na szczęście Marcin poszedł dalej ścieżką MMA, osiągając kolejne sukcesy). Te różnice zauważy też każdy, kto choćby rekreacyjnie spróbuje walki na innych zasadach. Natomiast jeśli przyjrzeć się sukcesom Glaube Feitosy – można odnieść wrażenie, że formuła, w której walczył nie miała dla niego większego znaczenia.

Brazylijczyk dwukrotnie stawał na najwyższym stopniu podium w Mistrzostwach Brazylii. Wygrywał również Mistrzostwa Ameryki Południowej oraz Mistrzostwa Ameryk. Był wicemistrzem świata w wadze +90 kg (w której startował przez całą swoją karierę seniorską), dwukrotnie zajmował 4. miejsce na Mistrzostwach Świata Open, startował w Pucharze Świata. W formule K1 był wicemistrzem World Grand Prix, oraz wygrywał turnieje Grand Prix. Z takim CV zasłużył na miano legendy.

Złota era brazylijskiego kyokushin

Sensei Feitosa odnosił swoje największe sukcesy w środku złotej ery brazylijskiego kyokushin. Był jednym z czterech największych mistrzów, jakimi może pochwalić się shihan Seji Isobe. Erę Brazylii zapoczątkował Francisco Filho. W 1991 roku młody Brazylijczyk zaskoczył wszystkich, nokautując na Otwartych Mistrzostwach Świata ówczesnego głównego faworyta – wspomnianego wcześniej Andy’ego Huga. Cztery lata później Filho przeszedł test 100 kumite oraz zajął 3. miejsce na Mistrzostwach Świata Open.

W tym samym czasie jego młodszy o dwa lata kolega – Glaube, osiągał już pierwsze sukcesy, między innymi awansując do najlepszej ósemki Mistrzostw Świata Open. W 1996 i 1997 roku Feitosa wygrywał Mistrzostwa Brazylii. Również 1997 roku, odbyły się pierwsze Wagowe Mistrzostwa Świata, na których w kategorii superciężkiej w finale spotkali się Filho i Feitosa. Finał wygrał Filho, a Feitosa pozostał „tym drugim”. Mimo, że wicemistrzostwo świata to ogromny sukces – Feitosa musiał uznać wyższość pogromcy Huga.

W 1999 roku najważniejszymi startami dla Glaube Feitosy były, wygrane przez niego, Otwarte Mistrzostwa Ameryk, oraz Mistrzostwa Świata Open, na których zajął 4. miejsce. W półfinale Brazylijczyk po raz drugi przegrał walkę z Hajime Kazumim z Japonii. I znów – czwarte miejsce, mimo, że „najgorsze dla sportowca” jest niebywałym sukcesem, który znów był przyćmiony przez Francisco Filho. Filho wygrał cały turniej i stał się pierwszym Mistrzem Świata Open spoza Japonii. Sukcesy obu Brazylijczyków pokazują, jaką potęgą w świecie karate była wtedy Brazylia. Po zakończeniu kariery w karate przez Francisco Filho, wydawało się, że Glaube będzie wiódł prym wśród Brazylijczyków.

Feitosa vs. Kazumi

W 2003 roku Feitosa jechał na Otwarte Mistrzostwa Świata jako jeden z faworytów oraz nadzieja Brazylii na powtórzenie sukcesu sprzed 4 lat. Feitosa niestety przegrał walkę półfinałową, a następnie w walce o trzecie miejsce musiał uznać wyższość młodego Brazylijczyka. Dwudziestojednoletni Ewerton Teixeira sprawił niespodziankę i zdobył swój pierwszy (z trzech) – medal Otwartych Mistrzostw Świata, tym samym stając na drodze swojemu starszemu koledze. Pamiętam jak przed IX Mistrzostwami Świata w 2007 roku, rozmawialiśmy z kolegami, że „Feitosa jest najlepszy na świecie” i „tym razem na pewno wygra”, jednak mistrz już na tej imprezie nie wystartował, natomiast wspomniany Teixeira został drugim mistrzem świata pochodzącym z Brazylii.

Brazilian kick

Przedstawiając sylwetkę Glaube Feitosy nie sposób nie wspomnieć o jego technice. Jego koronną techniką było brazylijskie mawashi geri jodan, które dopracował do perfekcji oraz wypromował zarówno w karate, jak i w K1. Nie stronił również od kopnięć kolanem. Warto zwrócić uwagę, jakie postępy techniczne robił na przestrzeni lat. Filmy z pierwszych sukcesów prezentują typowe „stare kyokushin”, przewagę kopnięć, dziury w obronie i chaotyczny styl walki. Walki z K1 oraz końcówki kariery w karate są bardzo poukładane. Feitosa pod koniec kariery był zawodnikiem kompletnym i dobrym technicznie. Zadawał dużo ciosów i bardzo dobrze łączył je z kopnięciami. Mnóstwo nokautów w K1 zadawał nie tylko nogami, ale również rękoma.

Glaube Feitosa w Polsce

Sensei Feitosa będzie gościł w naszym kraju po raz drugi. W 2014 roku był jednym z prowadzących IKO Summer Camp w Lublinie. Miejmy nadzieję, że po 8 latach zostanie dobrze ugoszczony oraz, że spodoba mu się atmosfera na Sanbon Seminar. Jestem przekonany, że polscy zawodnicy oraz instruktorzy skorzystają z doświadczenia brazylijskiej legendy.

Widzimy się w Ostródzie!

Autor/ka

  • Krzysztof Dziuda

    Trener karate drugiej klasy, student wychowania fizycznego i (wciąż jeszcze czynny) sportowiec. Z zawodu karateka. Lubi zdobywać nową wiedzę, a jego misją jest jej przekazywanie.

Oceń ten wpis!

Kliknij w gwiazdkę

Średnia ocena tego wpisu 5 / 5. Liczba ocen: 6

Brak ocen. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *