Stawiając czoła pandemii

Jak kluby karate poradziły sobie z pandemią?


Pandemia koronawirusa spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Jeszcze w połowie zimy nikt nie spodziewał się, że zaraza tak mocno rozsieje się po świecie i tak bardzo zmieni nasze życia. Podczas Fighters Camp, na początku marca, wielu żartowało sobie z epidemii, która już zaczynała rozwijać się w Europie. Tydzień po campie odbyły się, jak się okazało – ostatnie zawody w tym sezonie, a więc mistrzostwa makroregionów. Wtedy większość zawodników szykowała się do głównych startów sezonu, czyli kwietniowych mistrzostw Polski i Friendship w Tokio, majowych mistrzostw Europy w Lyonie, czy czerwcowych mistrzostw świata kobiet w Nowym Jorku. Tydzień po mistrzostwach makroregionów miały odbyć się jeszcze Otwarte Mistrzostwa Hiszpanii.

I wtedy stało się coś, co w prawdzie mogło być do przewidzenia, ale w tamtym czasie zdawało się surrealistyczne i wręcz niemożliwe. Wirus zaczął zalewać Europę, równolegle wdzierając się również do Polski. Sytuacja zmieniała się nie tylko z dnia na dzień, ale nawet z godziny na godzinę. Pamiętam, że sam jeszcze 10.03 prowadziłem normalnie treningi i według oficjalnych informacji nic nie wskazywało na to, że przez następne 2 miesiące nie zobaczę moich podopiecznych. Owszem – były już rozwieszone dozowniki z płynem dezynfekcyjnym, a rodzice nie byli wpuszczani do szkół, ale mimo, że coś dziwnego i niepokojącego było w powietrzu – wszyscy raczej podchodzili do sprawy optymistycznie i liczyli na to, że przy odpowiednim zachowaniu higieny będą mogli normalnie żyć.

Tak się jednak nie stało. Nastał dzień, który przewrócił wszystko do góry nogami. Najpierw w Polskę poszły informacje o zamknięciu szkół, w których były podejrzenia ognisk epidemii, po to, by dosłownie chwilę później Minister Edukacji zamknął wszystkie szkoły. Dezinformacja, telefony, SMSy, w końcu wszystko jasne. Co najmniej na 2 tygodnie działalność klubów działających w szkołach zostaje zawieszona. 

Ponieważ zamknięcie szkół miało potrwać 2 tygodnie – duża część klubów po prostu zawiesiła treningi, inne postanowiły załatać „dziurę”. Takim łataniem na początku były treningi online, prowadzone w serwisie YouTube. Prawdopodobnie pierwszym klubem, który wystartował z treningami w internecie był KKK Toshi. Treningi u nich ruszyły już 11.03, gdy jeszcze w niektórych dojo odbyły się ostatnie treningi stacjonarne. 13.03 KSW Bushi ruszyło ze swoimi „zadaniami dnia”, czyli krótkimi codziennymi filmikami publikowanymi na Facebooku. 14.03 rozpoczęły się treningi Masters Dojo, a 16.03 do grupy klubów prowadzących treningi na żywo na YouTube dołączył Mazowiecki KKK. Tego samego dnia Olsztyński KKK zaczął dawać dostęp do treningów online członkom swojej grupy na Facebooku. Następnie niektóre kluby rozpoczęły transmisje treningów na platformie Zoom i przez Skype. Wszystko to były rozwiązania dobre na chwilę. Niestety, w okolicach 20 marca zamknięcie szkół zostało przedłużone do 14 kwietnia, a cały kraj, podobnie jak reszta świata, został objęty kwarantanną. Zamknięto też siłownie, kluby fitness i wszelkie kluby sportowe w ramach „zamrażania gospodarki” na czas epidemii. To oznaczało, że sytuacja potrwa dłużej, a kluby nie mogą już tylko „zapchać dziury” po treningach, a całkowicie przestawić się na działalność w internecie. 27 marca Mazowiecki KKK prawdopodobnie jako pierwszy zaczął publikować nagrane treningi i robił to w dość dużej skali. Oczywiście inne kluby również nie próżnowały, ale nie sposób wszystkich wymienić, ponieważ pod koniec marca już zdecydowana większość klubów karate w ten czy inny sposób prowadziła treningi za pośrednictwem nowych technologii. Instruktorzy karate w ciągu 2 tygodni stali się operatorami kamer, youtuberami i montażystami, a ich treningi cieszyły się bardzo dużą popularnością. Wiele klubów prowadziło treningi na Zoomie, czego najciekawszym przykładem był trening ku pamięci Masutatsu Oyamy, który 26.03 zorganizował shihan Jacek Czerniec. W treningu wzięły udział 253 osoby z sześciu krajów, a gościem specjalnym był shihan Katsuhito Gorai.

Kolejnym ciekawym tematem są turnieje kata, które część klubów przeprowadziła z powodzeniem przy pomocy platformy Zoom. Oczywiście nie da się w ten sposób przeprowadzić „pełnowartościowego” turnieju, ale był to ciekawy sposób na zaktywizowanie ćwiczących. O krok dalej poszedł KSW Bushi, który przeprowadził online nawet egzamin na pomarańczowe pasy dla dzieci. Czy nie poszli za daleko – oceńcie to sami, jednak na pewno należą im się brawa za kreatywność.

Ostatecznie okazało się, że świat karate wspaniale odnalazł się w czasie pandemii. Nie mogliśmy walczyć i rywalizować, ale nie porzuciliśmy sportu, stylu życia i naszych klubów. Klubowicze pozwolili klubom przetrwać ten trudny czas, zachowując przy tym dobrą formę i codzienną aktywność, a instruktorzy wychodzą z pandemii z nowymi doświadczeniami, umiejętnościami i wspomnieniami.

Obecnie powoli wracamy do normalności – treningi odbywają się w reżimie sanitarnym, z zachowaniem odstępów i przeważnie w miejscu, ale najważniejsze jest to, że wspólnie przetrwaliśmy jako środowisko ten czas i teraz możemy się spotkać na sali lub w plenerze.

Mam nadzieję – do zobaczenia wkrótce!

autor: Krzysztof Dziuda

Podcast #9 – Grzegorz Stachurski

Ahoj! Rozmawiamy z sensei Grzegorzem Stachurskim, który oprócz tego, że prowadzi dojo w Hiszpanii, jest kapitanem i pływa po wodach międzynarodowych. Mówimy o pandemii w Hiszpanii, o tym, jak to jest prowadzić dojo za granicą, a także o tym, że Hiszpan Hiszpanowi nierówny. Pytamy też o przekop Mierzei Wiślanej – czy ma ona sens i jeśli tak, to jaki? Nastawcie odbiorniki i do dzieła!

Podcast #8 – Daria Dobkowska-Szefer

Rozmawiamy z karateczką, trenerką, dietetykiem – Darią. Oprócz tego, że jest to bardzo utytułowana zawodniczka, jest to także skarbnica wiedzy żywieniowej. W podkaście znajdziesz odpowiedzi na pytania: Jak zdrowo zrzucić wagę przed zawodami? Jak prawidłowo nawadniać organizm? Dlaczego mamy mylne pojęcie o pracy dietetyka? Obalamy też wiele mitów związanych z żywieniem. Przestrzegamy przed niektórymi dietami. Oprócz tego Daria opisuje, jak wygląda praca z pacjentami. Na większość pytań odpowiedź może brzmieć „to zależy”. Posłuchaj, dlaczego tak jest…

Drugi na świecie

Jakub Kraśniak ma 18 lat i tytuł Wicemistrza Świata World elite junior 16-17 lat -75kg, wywalczony w dniach 22-24 listopada w Tokio, podczas 12th World Open Karate Championship And Women’s World Open Championships. Na co dzień uczeń II klasy Akademickiego Liceum Ogólnokształcącego w Przasnyszu.


Shiro Aka: Może zapytam na początku jak się czujesz mając świadomość tak ogromnego sukcesu, jakim jest tytuł Wicemistrza Świata Juniorów?

Jakub Kraśniak: Jestem bardzo zadowolony z wyniku, który udało mi się uzyskać. To niesamowite uczucie.

SA: Wspaniale. Zacznijmy jednak od początku. Od czego zaczęła się twoja przygoda ze sportem, z karate?

JK: Sportem interesowałem się od dziecka, na początku piłką nożną, którą również trenowałem. W dzieciństwie uwielbiałem serial „Z kopyta”, produkcji Disney XD stworzony przez Jima O’Doherty’ego i wówczas bardzo chciałem trenować jakąś sztukę walki. Tak się złożyło, że mój nauczyciel wychowania fizycznego, w szkole podstawowej, współtworzył w naszej szkole sekcję karate. Sensei Wojciech Gołębiewski, który do dziś jest moim trenerem, przyszedł kiedyś na lekcje, rozdał ulotki o tworzonej grupie. Oczywiście zainteresowałem się tym i tak rozpoczęła się moja przygoda z karate.

SA: Od dawna trenujesz?

JK: Treningi zacząłem w 2011 roku, czyli trenuje już 9 lat.

SA: Czy po tylu latach możesz powiedzieć, że karate stało się częścią Twojego życia i wiele Cię nauczyło?

JK: Tak, to jest duża część mojego życia, a zarazem karate jest najlepszym nauczycielem, jeśli można tak powiedzieć. Karate nauczyło mnie, że do wszystkiego można dojść ciężką pracą, jeśli będzie się ją sumiennie wykonywało. Dodatkowo zrozumiałem, jak ważny jest szacunek do osób starszych wiekiem, czy stopniem. No i oczywiście, a może nawet przede wszystkim, nauczyło mnie dyscypliny i samodyscypliny, które są tak bardzo potrzebne w treningach i przygotowaniach do zawodów.

SA: Samodyscyplina – jak odnosi się do życia młodego człowieka? Przecież, jako nastolatek masz wiele potrzeb z tym związanych, jak choćby życie towarzyskie i, przede wszystkim, nauka w szkole.

JK: Ustalmy – życie młodzieżowe w trakcie przygotowań do zawodów jest niemożliwe. Łączenie treningów ze szkołą jest również bardzo ciężkie. Jednak, jak każdy nastolatek, są też rzeczy, które lubię robić, gdy tylko mam wolny czas, mianowicie pograć w CS’a czy pójść na ryby.

SA: Patrząc na te ograniczenia i ogólnie na przebieg treningów, czy miałeś momenty, że chciałeś zrezygnować z uczestnictwa w zawodach, a nawet z samego karate?

JK: Chyba każdy zawodnik miał w swoim życiu chwile słabości. Również miałem. Bardzo często w trakcie przygotowań, gdy natłok wszystkiego nagle zaczyna się kumulować, pojawia się w mojej głowie chęć, by przestać trenować i odpocząć od tego wszystkiego. Potrzebuję wówczas chwil, by poukładać myśli i trenować dalej.

SA: Wracając do treningów. Pamiętasz swoje pierwsze zawody? Co Cię skłoniło do wystartowania w nich?

JK: Chęć rywalizacji i sprawdzenia swoich możliwości.

SA: Czy przed zawodami z góry zakładasz w jakiej kategorii wagowej chcesz walczyć i w tym kierunku się przygotowujesz?

JK: Dużą rolę w przygotowaniach odgrywają rozmowy z Sensei, z którym ustalamy w jakiej kategorii wagowej będę startował. Następnie z dietetykiem dopasowujemy odpowiedni sposób odżywiania. Moim zdaniem dieta ma bardzo duży wpływ na formę, jaką się prezentuje na zawodach.

SA: Czy korzystasz z innych form treningowych niż karate, aby jeszcze lepiej się przygotować?

JK: Oprócz samych treningów karate bardzo ważna rolę w moich przygotowaniach odgrywa trening siłowy.

SA: Wróćmy do Mistrzostw w Tokio. Jak wyglądały Twoje przygotowania do nich, kto cię przygotowywał?

JK: Przygotowywałem się u siebie, w Ciechanowskim Klubie Karate Kyokushin. Trenowałem 5 razy w tygodniu oczywiście pod okiem mojego trenera Senseia Wojciecha Gołębiewskiego. Przygotowania trwały od początku mojej drogi z karate poprzez Mistrzostwa Polski, Europy. Mistrzostwa Świata planowaliśmy z Senseiem na zakończenie mojej juniorskiej kariery.

SA: Opowiedz o samych mistrzostwach. Ile musiałeś stoczyłeś walk? Czy jesteś zadowolony z ich przebiegu?

JK: Musiałem stoczyć 3 walki. Dwie skończyłem przed czasem, nie miałem większych problemów na macie. Najgorszy był stres przed pierwsza walką. Walkę finałową stoczyłem z zawodnikiem z Japonii. Niestety w walce półfinałowej odnowiła mi się kontuzja stopy, a mój przeciwnik bardzo szybko to zauważył i wykorzystał. Być może, gdyby nie to, gdybym był w pełni sprawny, to walka mogłaby potoczyć się całkiem inaczej.

SA: Myślisz, że mógłbyś wygrać? Nie było żalu, że tak mało zabrakło do mistrzostwa?

JK: Oczywiście, że był żal, chyba każdemu byłoby szkoda, ale cieszyłem się z drugiego miejsca. To ogromne osiągnięcie jest przede wszystkim nagrodą za wszystkie moje wyrzeczenia, które musiałem do tej pory ponieść i jest uwieńczeniem wszystkich trudów i wylanego na treningach potu. Choć myślę, że walka finałowa to mogła być walka na moją korzyść, chociaż tego nie dowiemy się już nigdy, mogę mieć tylko przypuszczenia i motywację do dalszej pracy. Tak naprawdę ogrom sukcesu, który odniosłem dotarł do mnie dopiero w trakcie powrotu do Polski, gdy cała adrenalina ze mnie zeszła i mogłem spokojnie spojrzeć na wszystko.

SA: Powiedziałeś, że największym problemem był stres przed pierwszą walką. Jak sobie z nim radzisz? Czy korzystasz z pomocy specjalisty? Może masz jakąś złotą radę, receptę?

JK: Ze stresem radzę sobie sam. Najczęściej wkładam słuchawki do uszu i staram się za dużo nie myśleć. Mnie to pomaga, ale każdy powinien znaleźć swój indywidualny sposób. Jeżeli ktoś potrzebuje, to oczywiście nie neguję rozmów ze specjalistami.

SA: Czy chciałbyś wywalczyć sobie możliwość udziału w następnych mistrzostwach świata?

JK: Oczywiście, że chciałbym. Jest to jednak bardzo trudny temat, ponieważ po skończeniu liceum chciałbym dostać się do Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej. Muszę przede wszystkim bardzo dużą uwagę poświęcić nauce. To teraz taki mój główny cel do zrealizowania. Zobaczymy, jak wszystko się ułoży.

SA: Zapytam Cię jeszcze o rodziców. Czy akceptują twój sportowy wybór?

JK: Rodzice odgrywają bardzo dużą rolę w moim sportowym rozwoju. Tak naprawdę zawdzięczam im prawie wszystko, co osiągnąłem. Począwszy od dostosowania ich życia do dowożenia mnie na treningi przez wsparcie finansowe, niezbędne i konieczne, kończąc na wsparciu takim po prostu rodzicielskim. Myślę, że już zaakceptowali mój wybór. Zapewne są ze mnie i moich osiągnięć bardzo dumni. Na pewno się martwią i stresują, pewnie często bardziej niż ja, jestem tego wręcz pewien. Osobiście nie lubię, gdy są na sali, a mamie zawsze każę wychodzić z sali przed moją walka. Jednak wiem, że zawsze mogę na nich liczyć i to jest najważniejsze.

SA: Myślę, że jesteś wspaniałym przykładem dla wielu młodych zawodników, tak dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z karate, jak również dla tych, którzy już trenują od dłuższego czasu. Twoja postawa i osiągnięta pozwalają uwierzyć, że warto, choć czasami jest trudno. Dziękuję ci bardzo za wywiad i oczywiście życzę mnóstwa następnych sukcesów. OSU!

JK: Proszę bardzo i dziękuję również. OSU!

Autor: Kacper Kanicki

Praca z małym wojownikiem

Czy każdy trener może prowadzić grupę dziecięcą? Czego wymagają od prowadzącego mali wojownicy? Czy tylko cierpliwość jest kluczem do sukcesu? Natalia Stojanowska rozmawia z Renatą Baklińską (3. dan) z Gdańskiego Klubu Kyokushin Karate.


Natalia Stojanowska: Karate trenujesz od najmłodszych lat. Prowadzisz grupy dla najmłodszych, choć nie tylko. Spod Twojej ręki wyszło wielu dobrych zawodników karate. Czy treningi z dziećmi wymagają jakiegoś specjalnego przeszkolenia?… Może cierpliwości?

Renata Baklińska: Oczywiście potrzeba przede wszystkim DUŻO cierpliwości, jak również odnalezienia w sobie po części dziecka. Przede wszystkim jednak należy poznać motorykę dziecka, jego rozwój fizyczny i psychoruchowy, aby równomiernie wspomagać rozwój ciała młodego adepta sztuk walki. To właśnie dlatego, ja jako trener, cały czas staram się podnosić swoje umiejętności i kwalifikacje uczestnicząc w obozach szkoleniowych oraz seminariach instruktorskich.

NS: Od ilu lat prowadzisz grupy dziecięce i jakich najmłodszych adeptów karate szkoliłaś?

RB: Od około 12 lat prowadzę grupy dziecięce w Gdańskim Klubie Kyokushin pod okiem shihana Bogusława Jeremicza. Od kilku lat wprowadziliśmy również treningi dla najmłodszych. Można u nas trenować począwszy od 4 roku życia. W naszym Klubie najmłodsi trenują w pięciu różnych grupach z podziałem na wiek i stopień zaawansowania.

NS: Czym różni się trening dla grupy dziecięcej w wieku 4- 6 latków od grupy dziecięcej w wieku 7 lat? Czy jest jakaś różnica?

RB: Treningi dla dzieci opierają się w głównej mierze na zabawach ruchowych i sprawnościowych z elementami sztuki karate. Oczywiście, im dzieci są starsze i posiadają dłuższy staż treningowy, to można wprowadzać, i tak też robimy, coraz więcej elementów treningu karate i z każdym treningiem go rozbudowywać.

NS: Jak liczne są grupy dla najmłodszych? Czy łączysz treningi grup 4-6 latków z grupą 7 latków?

RB: Prowadzone przeze mnie dziecięce grupy treningowe są bardzo liczne, szczególnie te najmłodsze w wieku 4-6 lat, ale także grupy początkujące. Nigdy nie łącze grup wiekowych, gdyż uważam, że to nie byłoby dobre rozwiązanie. Każda dziecięca grupa wiekowa prowadzona jest przeze mnie oddzielnie, w tym również z podziałem na poziom zaawansowania.

NS: Czy mogłabyś opisać przykładowy trening dla najmłodszych? Jak zazwyczaj wygląda taki trening? Ile trwa?

RB: Czas trwania treningu jest uzależniony od grupy wiekowej. Treningi karate grupy 4-6- latków trwają 45 minut, zaś grupy 7-12 latków – 60 minut.
Każdy trening, niezależnie od grupy i poziomu zaawansowania rozpoczyna się rozgrzewką w miejscu lub w ruchu, a następnie – w zależności od grupy wiekowej i poziomu zaawansowania – rozpoczyna się główna część treningu, podczas której uczymy się lub powtarzamy techniki karate, zarówno ręczne jak i nożne, wykonujemy ćwiczenia sprawnościowo-siłowe, które mają na celu w głównej mierze wzmocnić mięśnie. Cały trening przeplatany jest zabawami.

NS: Czy dla najmłodszych są organizowane dodatkowe formy szkolenia, np. obozy.

RB: Oczywiście, że tak. Nasz Klub co roku organizuje obozy letnie m.in. w Dębinie czy w Piechowicach oraz seminaria zimowe w Ciechocinku czy Inowrocławiu. Oprócz tego, organizujemy dzieciom treningi nocne z nocowaniem w Dojo. Jest to duże przeżycie dla najmłodszych i świetna zabawna. W okresie letnim wychodzimy z dziećmi i prowadzimy treningi na plaży.

NS: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę kolejnych sukcesów w pracy z dziećmi.

Autor: Natalia Stojanowska

Kumite mózgów (cz. 2)

Wyprostowana sylwetka, wzrok skierowany przed siebie, szukający kontaktu z przeciwnikiem, dłonie formułują się w pięści, głęboki wdech i wydech. Stoisz… czekasz na swój moment, chwilę, gdy otrzymasz sygnał wejścia na matę. Czujesz kontrolę, spokój, dreszczyk emocji, a może zimny pot spływający po plecach? Shomen ni rei! Shushin ni rei! Otogai ni rei! Kamaete! Hajime! Zaczęło się, ten krótki moment, wyczekiwany od rana właśnie się zaczął, ale pojawia się znak zapytania – jak się skończy? Aka czy shiro? Czerwony czy biały?


        Praca indywidualna, osiąganie mistrzostwa i innych celów, w których znaczącą rolę odgrywa psychologia, już wspomnieliśmy. Czy jest coś jeszcze? Owszem!

        W życiu sportowca, który brał czynny udział w rywalizacji, pojawia się zazwyczaj moment, w którym postanawia albo jest zmuszony zakończyć swoją karierę zawodniczą. Tego rodzaju momenty potrafią być nie tyle frustrujące, co niezmiernie bolesne, a nawet prowadzące do depresji. Rola psychologa sportowego w tym przypadku jest istotna, ponieważ śmiało można powiedzieć, że podczas współpracy stanowi  podporę, na której ma możliwość oparcia się poszukujący wsparcia były zawodnik. Czy musi on nauczyć się żyć na nowo? Odpowiedź mogłaby brzmieć „to zależy”, jednak warto podkreślić, że zazwyczaj tempo funkcjonowania w świecie może zwolnić. Istotny jest powód związany z podjęciem decyzji o zakończeniu kariery, czy realizowania treningów. Można wymieniać przeróżne czynniki mające na to wpływ, od wieku po kontuzję – uniemożliwiającą dalsze realizowanie planów zawodniczych, a nawet aktywność ruchową. Szczególnie w przypadku tego drugiego rola psychologa odgrywa ważną rolę. Dotychczasowy rytm, plan dnia, doświadczana podczas turniejów adrenalina – znikają, co może zachwiać równowagę sportowca, dla którego dotychczas stanowiło to rutynę. Jest on niczym świeczka, która została zgaszona, bardzo często bez szansy ponownego jej zapalenia, gdyż uniemożliwia to kontuzja. Może słyszeć z różnych stron tłumaczenia, racjonalizacje, że „przecież to nie koniec świata”. Właśnie nie do końca. Zakończenie kariery zawodniczej osoby skoncentrowanej na osiągnięciach i celach mistrzowskich, przerwanie treningów spowodowane urazem fizycznym mogą stanowić w subiektywnym odczuciu sportowca „totalny” koniec świata. Wiąże się to z różnymi interpretacjami. Biorąc za przykład reprezentantów dyscypliny karate kyokushin, może ona stanowić dla nich całe życie, być formą odważnika, dzięki któremu zachowują równowagę w codziennym funkcjonowaniu. Może też być sferą buforową okalającą i wpływającą na funkcjonowanie z innymi, jak i z samym sobą, z własnym ja. W związku z tym, gdy zawodnik kończy karierę, mogą narodzić się problemy, które w zależności od osoby i jej możliwości adaptacyjnych, niczym zmiana miejsca zamieszkania, mogą zostać różnie odebrane. Jedni sobie poradzą, inni nie. W tym właśnie momencie, szczególnie dla tych drugich, powinien wkroczyć psycholog sportowy. Nie powie ci, co masz zrobić, ale nakieruje cię, żebyś znalazł odpowiedź na to pytanie. Jest to oczywiście zależne od woli sportowca, w związku z tym nic nie może być narzucane oraz kształtowane na siłę. Warto wspomnieć, że bardzo często sportowiec wypiera powstały problem, myśląc, że wszystko jest w porządku. W gruncie rzeczy, rzeczywiście tak może być, ale w niektórych przypadkach, w zależności od temperamentu i innych kwestii kształtujących postawę, jak i osobowości byłego już wówczas zawodnika, może on zacząć szukać doznań w używkach, co będzie widocznym przejawem nieradzenia sobie z nową sytuacją.

        Negatywny stan, przedłużający się, nieprzyjemny, smutny, a zarazem wewnętrznie męczący sportowca nastrój, związany z brakiem wysiłku fizycznego i rywalizacji, może przerodzić się w poważne schorzenie. Nie powinno się tego bagatelizować. Początkowo ciężko taki stan zauważyć, nie będąc rozeznanym, szczególnie z perspektywy samego sportowca. Ważna jest wtedy inicjatywa ze strony bliskich, czy przyjaciół.

        Kontuzje, uniemożliwiające dalszą karierę, przerwanie treningów i inne wspomniane już aspekty to niejedyne pola manewru psychologii . Warto podkreślić także, że sprawa może potoczyć się zupełnie inaczej i miłośnik sportu może uzależnić się od treningu, ale w negatywnym znaczeniu. Zazwyczaj słyszy się słowa, że jest to przecież dobre uzależnienie. Jednak pojawia się istotna różnica – można zrobić sobie dużą krzywdę nie słuchając organizmu. Nie ma problemu w tym, że ktoś chce dużo trenować. Problem pojawia się w momencie, kiedy zgubi samoświadomość. Chodzi szczególnie o brak kontroli, traktowanie ruchu i wykańczającego wysiłku jako sposobu na zbagatelizowanie problemów lub jako ucieczkę. Mimo dostarczenia dużej dawki endorfin oraz możliwości wyrzucenia negatywnych emocji, nie jest to wystarczające, ponieważ prowadzi wyłącznie do chwilowego zagłuszenia i przyćmienia kłopotu. Na pewno spotkaliście się ze stwierdzeniem, że „uderzanie w worek daje mi możliwość wyżycia się i wyrzucenia wszystkiego złego z wnętrza siebie”. Owszem, wyżyjesz się, ale nie rozwiążesz problemu, musisz znaleźć na to inny sposób.

        Nietrudno zauważyć, że jest dość dużo czynników w życiu sportowców, które mogą spowodować bałagan w głowie. Co jest kluczem do sukcesu? Z pewnością jego składnikami są godziny spędzone na treningu w dojo, odpowiedni sprzęt, partnerzy, z którymi ćwiczymy, czy zwyczajne szczęście. Wieloletnie przygotowania do wymarzonego stanięcia na macie są jednak nierozerwalnie związane z naszym umysłem. Kiedy myślisz, że robisz wszystko, wykazujesz maksymalne zaangażowanie, twoja technika i sprawność fizyczna są wręcz idealne, a jednak coś  nie idzie po twojej myśli, pojawia się jakaś blokada, zastanów się czy problem  nie leży w twojej głowie.


Trzy, dwa, jeden, yame! Shizen tai, pierś do przodu, zmęczona, a zarazem pełna werwy mimika. Silny, głęboki oddech. Czekasz. Tak, to tu i teraz. Hantei! Co teraz? Aka czy shiro? Czerwony czy biały?

Autor: Anna Wiatrowska

PODCAST #7 – Cezary Kotecki

Rozmawiamy z Cezarym Koteckim, karateką-biznesmenem. Mówimy o początkach kyokushin oraz o definicji „prawdziwego” karate. Pojawia się także tajemnicza nazwa „sexy pupa”, a zaraz po tym przechodzimy na temat sensu legalizacji marihuany. Rozmawiamy także o konstrukcji polskiego kościoła. Koniec podcastu przeznaczamy na porady dla ludzi dotkniętych kryzysem. Porady wprost od prawdziwego biznesmena.

Niewidzialny przeciwnik

Która godzina? Siódma. Normalnie wyszedłbym pobiegać albo do pracy. Ciepło mi pod tą kołdrą, więc zostanę. Która godzina? Dwunasta!? Tak szybko? Jeszcze przecież nic nie zrobiłem. Powinienem posprzątać swoje biuro, praca online, jakiś trening? W sumie to nie chce mi się. Nie wiem, kiedy będzie normalnie, więc po co? Kiedy jakiś obóz, start? Sam? Kiedy zobaczę się z innymi ? Może wszystko się przesunie i nie ma sensu kierować się wcześniej ustalonymi datami? Chyba zostanę pod kołdrą.


         Korona jest jednym z symboli władzy i może kojarzyć się z historią, królami i zamkami. Taki kolor jak złoty, czy towarzyszący mu połysk, wzbudzają raczej podziw, aprobatę oraz podkreślają pozycję. Z pewnością w ostatnim czasie słowo „korona” zaczęło nabierać inną kolorystykę wyobrażeń – bardziej negatywną, męczącą i kojarzoną z ograniczeniami. Nie trudno domyślić się, że chodzi o koronawirusa, który w ciągu krótkiego czasu zmienił nasze funkcjonowanie, a gdzieniegdzie sparaliżował bycie w świecie, przewracając wszystko do góry nogami. Karatecy zostali postawieni przed nowym wyzwaniem, ale w tym wypadku kumite będzie odbywało się z innym przeciwnikiem – niewidzialnym wrogiem, któremu należy stawić czoła.  Z perspektywy sportowca może być to bardzo trudne, ponieważ większość trenujących osób jest odcięta od sal, siłowni, basenów, a szczególnie od klubowiczów, którzy wpisywali się w pewną rutynę spotkań z innymi.  Dodatkowo warto podkreślić istotę problemu, jaką stanowi niewiedza, brak informacji dotyczących końca kwarantanny i wprowadzonych zmian. Wiele osób było w okresie intensywnych przygotowań do ważnych zawodów lub w trakcie sezonu startowego. Niczym przycisk delete na klawiaturze, w przeciągu kilku dni zostały one odwołane, bądź przeniesione na inny odległy termin, który również niekoniecznie jest pewny. Mistrzostwa krajowe, ale także Europy w karate kyokushin, bez względu na organizację, nie odbędą się w ustalonych wcześniej terminach. Ponadto największa impreza sportowa, jaką oczywiście są igrzyska olimpijskie, odbywające się co cztery lata, w pewnym momencie znalazły się pod znakiem zapytania. Organizm najzwyczajniej szaleje, pojawia się stres, ale także frustracja. „Brak igrzysk, czyli brak sensu?”.

          Większość sportowców znalazła się w podobnej sytuacji. Z pewnością inny zakres problemu będzie dotyczył amatorów, a inny zawodowców, ponieważ szczególnie dla tych drugich udziały w różnych mistrzostwach lub prowadzenie treningów, stanowiły formę utrzymania. Jednak wszędzie podstawą jest ruch. Okres kwarantanny może przypominać kontuzję, podczas której także jesteśmy ograniczeni. Mimo to, pojawia się znaczna różnica – dalej możesz realizować się i kontynuować to, co dotychczas, tylko ze zmianami, czasem mniejszymi lub większymi. Wszystkim dobrze znana wielokrotna medalistka zimowych igrzysk olimpijskich – Justyna Kowalczyk, podkreśliła w wywiadzie po zakończeniu kariery, że dla niej nie było możliwości „od tak przestania się ruszać”. Oczywiście nie mamy partnerów treningowych, specjalnych sprzętów. Praktycy sportów zespołowych nie mogą spotkać się z drużyną, ale jak z pewnością większość osób zauważyła, potrafimy utrzymać tożsamość sportowca. Internet zapełnia się różnego rodzaju filmami i platformami, gdzie prowadzone są zajęcia online. Świadomość, że „dalej jestem karateką”, jest niezmiernie potrzebna, a rola trenerów w tym okresie – bardzo ważna. Utrzymywanie kontaktu ze swoimi podopiecznymi stanowi podstawę wzajemnej relacji. Zwykła wiadomość, post na stronie klubowej, czy rozmowa telefoniczna z zawodnikiem, który może czuć się zagubiony, potrafią zdziałać cuda. Ten kontakt jest ważny, ponieważ wielu sportowcom uprawiającym swoje dyscypliny wyczynowo, może zabraknąć motywacji, która dotychczas była zbudowana zewnętrznie przez kalendarz zaplanowanych startów lub poprzez relacje z innymi ludźmi.

         Właściwie nie wiemy, co będzie. Jak wiele systemów zarówno gospodarczych, jak i sportowych będzie wyglądało po pandemii. Moglibyśmy zweryfikować nasze dotychczasowe cele i postawić następne, niekoniecznie bardzo odległe z perspektywy czasu. Z pewnością dla niektórych, którzy są zamknięci, czy zabarykadowani w swoich czterech ścianach, ustalenie jakiejś osi dnia może mieć kluczowe znaczenie, szczególnie dla motywacji. W dzisiejszym świecie większość z nas żyje raczej według ustalonej rutyny, niekoniecznie co do godziny, jednak istnieje zazwyczaj jakiś punkt odniesienia, który porządkuje nasze funkcjonowanie. Obecnie plan został zaburzony, więc sami musimy uzupełnić naszą oś dnia. Może to być praca, trening, a nawet zrobienie smacznej, pięknej kanapki. Nagle na wierzch wychodzą podstawowe potrzeby, które przez jakieś urozmaicenia mogą nadać sens całemu dniu. Śmiało można przyznać, że wracamy do bazy, kwestii podstawowych naszego funkcjonowania, które wcześniej niekoniecznie były zauważalne i mamy szanse je poprawić lub zwyczajnie skupić się na nich. Czasem trzy kroki w tył z perspektywy czasu dadzą cztery w przód. Warto poszukać szans rozwoju. Może masz jakieś ukryte talenty albo predyspozycje, o których jeszcze nie wiesz?

         Wiele osób przebywa w rodzinnych domach, więc niekoniecznie są sami ze sobą. Jednak jak być w tym razem i nie zwariować? Dużo osób na jednej przestrzeni może wiązać się z konfliktami, a sportowcy, którzy zostali ograniczeni, mogą stać się tykającą bombą pełną negatywnych emocji, która prędzej czy później wybuchnie. Wiele osób, szczególnie młodych, zazwyczaj było poza domem, zatopionych w codziennych zajęciach, więc nagły przypływ czasu z bliskimi może przytłaczać, pojawia się obniżenie nastroju albo po prostu inni zaczynają nas denerwować. W tym miejscu warto podkreślić, że każdy ma swoje problemy, więc widzi swoją perspektywę, której my nie znamy lub nie zauważamy. Własne nastrój, emocje i energia mogą wpłynąć na innych, a to jakie one będą zależy od nas.

         Ogarniająca niektórych ludzi panika związana z dopływem licznych informacji z mediów, wysokie liczby zachorowań, nieustające informacje o zagrożeniach dla struktur gospodarczych, kulturalnych powoduje bezsensowną panikę. Pojawiający się chaos może najzwyczajniej sparaliżować, więc warto zwrócić uwagę w jaki sposób przyswajamy informacje. Nie wszystkie są rzetelne. Może powinniśmy ograniczyć i zweryfikować niektóre źródła, z których czerpiemy? Dodatkowo nie warto skupiać się, a szczególnie martwić kwestiami, nad którymi po prostu nie mamy kontroli. Nie przyspieszymy tego okresu, nie wpłyniemy na odgórne reguły, zasady czy ograniczenia. Warto skierować swoje skupienie na to, na co mamy wpływ.

         Czas leci szybko, a wszystko nagle zaczyna wydawać się takie samo? Nie musi tak być. Dla miłośników sportu zwykły trening może urozmaicić dzień, a co więcej żadna odległość nas nie ogranicza, więc dzięki treningom online trenujemy „gdzie” i z kim chcemy. Mamy szansę jednego dnia poruszać się wspólnie z przyjaciółmi z drugiego końca kraju lub świata. Dodatkowo jest to idealny czas, żeby zacząć przygodę z wizualizacją, której ogromną zaletą stanie się szansa sparingu z kim tylko chcemy, nawet z mistrzem świata czy Europy. Ponadto mamy wachlarz możliwości związanych z redukcją napięcia, relaksem, ćwiczeniami oddechowymi, których często nie mamy czasu wprowadzić w codzienną rutynę. Zwróćmy uwagę, że nagle pojawia się czas na rzeczy, na które dotychczas go nie mieliśmy.

         Nie ma idealnego złotego środka, który dla każdego byłby rozwiązaniem. Jednak czasem niepotrzebne są żadne cuda, a wystarczą podstawowe kwestie. Potrafią nadać kierunek, sens i kolor, a my możemy nimi podążać i uczyć się siebie.  Z pewnością każdy jest w stanie stworzyć swoją receptę na czas koronawirusa. Dzień nie musi być nudny, przytłaczający lub stresujący. Pędzel leży w naszych rękach i możemy spróbować pomalować tę kwarantannę, na jakie kolory chcemy.


Jaki dziś dzień? Poniedziałek? Zrobię wszystko, żeby był wspaniały!

Autorka: Anna Wiatrowska

Karate to droga na całe życie

Daria Dobkowska-Szefer – absolwentka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach studiów II stopnia, kierunku dietetyka. Trener personalny z kilkuletnim stażem. Instruktor karate oraz czynna zawodniczka w karate kyokushin. Mistrzyni Śląska, Polski, Europy w kat. kumite seniorek -55kg.


Shiro Aka: Czym zajmujesz się na co dzień?

Daria Dobkowska-Szefer: Na co dzień jestem dietetykiem, trenerem personalnym oraz instruktorem karate. Prowadzę grupę dziecięcą.

SA: Jak i kiedy zaczęła się Twoja przygoda z karate?

D: Przygodę z karate zaczęłam mając 9 lat. Na drzwiach szkoły wisiał plakat promujący karate kyokushin. Bardzo chciałam uczęszczać na zajęcia, jednak mama nie chciała się zgodzić. Uważała, że nie jest to sport dla dziewczyn. Po długich namowach mama się zgodziła.

SA: Od kiedy zaczęłaś startować w zawodach “kto” lub “co” cię do tego skłoniło?

D: W zawodach biorę udział od dzieciaka, ale nie miałam wysokich osiągnięć sportowych w tym okresie. Do startów namówił mnie ówczesny trener – sensei Jarosław Jarosz, u którego rozpoczynałam treningi. Myślę, że widział we mnie wtedy jakiś potencjał.

SA: Które zawody utkwiły ci najbardziej w pamięci i dlaczego?

D: Na pewno jedne z takich zawodów to Mistrzostwa Obu Ameryk, gdzie jechałam z zielonym pasem jako nastolatka. Zaczynałam swoją przygodę w kumite seniorów i myślę, że większość osób nie dawała mi większych szans. Trener Shihan Andrzej Manecki bardzo we mnie wierzył i można powiedzieć, że rzucił mnie wtedy na głęboką wodę. Ku zaskoczeniu doszłam do czwórki i pierwszy raz w życiu łamałam deski. Niezapomniane chwile. Drugie zawody to Mistrzostwa Europy w Lyonie, gdzie zajęłam pierwsze miejsce w kumite -55 kg. Pokonałam bardzo utytułowane zawodniczki.

SA: Czy miałaś kiedyś chwilę słabości i zamierzałaś skończyć z karate?

D: Niestety miałam okres w swoim życiu, gdzie pojawiło się wiele kontuzji. Jestem po zabiegu barku, w którym mam implanty. Miałam również problem z kręgosłupem, kolanem, biodrem (co najlepsze właściwie nigdy nic większego nie zrobiłam sobie na treningu karate). Lekarze proponowali mi wtedy rezygnację z karate, jednak jak widać z marnym skutkiem. Niestety pojawiały się wtedy u mnie chwile słabości, ze względu na to, że nie wiedziałam czy będę w stanie wrócić, a jak już wrócę czy będę mogła dojść do wysokiej formy. Uważam, że było to potrzebne, nic nie dzieje się przypadkiem i czuję się mocniejsza niż wcześniej.

SA: Co cię kręci w sztukach walki?

D: Hmm… jest to ciężkie pytanie, na które nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem. Na macie, na zawodach kręci mnie to, że walcząc jestem wolna, pokonuje własne słabości.
Karate to nie tylko treningi, nie sam sport, ale też ludzie. Jest to droga na całe życie.
Bardzo się cieszę, że mogę przekazywać swoją wiedzę młodszym pokoleniom – to też mnie bardzo kręci.

SA: Jaki rodzaj diety zalecasz dla osób trenujących karate?

D: Uważam, że nie ma takiej jednej diety, która jest zalecana dla wszystkich. Każdy jest inny i powinniśmy podejść do diety indywidualnie.
Jeden z trenujących może mieć prace siedzącą, drugi fizyczną, dlatego ciężko dać gotowe zalecenia żywieniowe odpowiednie dla wszystkich.
Najważniejsze jest, aby dieta była niskoprzetworzona. Pamiętajmy o odpowiednim nawodnieniu i spożywaniu odpowiedniej ilości warzyw i owoców- bo to bardzo kuleje. Często zastanawiamy się czy wybrać ryż jaśminowy czy basmati, nie dbając o podstawy diety.
Moja praca licencjacka oceniała wiedzę żywieniową osób trenujących karate kyokushin. Niestety muszę z przykrością stwierdzić, że była na niskim poziomie.

SA: Czy uważasz za istotne nawadnianie organizmu podczas treningu i dlaczego?

D: Oczywiście, że tak. Utrata 2% wody zmniejsza zdolności wysiłkowe. Jak łatwo policzyć dla zawodnika, który waży ok. 70 kg będzie to nieco ponad 1 kg.
Warto w celu kontroli zważyć się przed treningiem i po treningu. Może sprawdzić, ile wody straciliśmy i w przyszłości oszacować, ile powinniśmy wypić podczas treningu, aby zapobiec utracie wspomnianych 2% wody. Warto, również monitorować kolor moczu, który powinien mieć kolor jasno słomkowy.
Prawidłowe nawadnianie przed treningiem powinno się rozpocząć już nawet 4h (nie 10 min) przed jednostką treningową. Powinniśmy mniej więcej wypijać od 5 do 10 ml wody na kg/mc. Po treningu powinniśmy uzupełnić od 125 do 150% w stosunku do strat masy ciała (1,25-1,5l na utracony 1 kg masy ciała).
Przy treningach poniżej 1h nie ma sensu sięgać po napoje izotoniczne. Woda w zupełności wystarczy.

SA: Czy uważasz, że konieczna jest suplementacja w czasie trwania makro cyklu?

D: Nie, nie jest konieczna, chociaż wyjątkiem jest witamina D3. Wytwarzana jest głównie poprzez syntezę skórną. W okresie jesienno-zimowym w Polsce synteza ta nie jest efektywna, dlatego warto suplementować tą witaminę. Aktualne zalecenia dla osób 19-65 roku to 800-2000jm na dzień. Dla osób otyłych 1600-4000jm.
Często niestety sportowcy zamiast zadbać o podstawy – czyli odpowiednią dietę, nawodnienie, lub sen, zaczynają od suplementacji, myśląc, że jest najważniejsza. Oczywiście są preparaty, które mogą wspomóc zawodników, ale sugeruję, żeby korzystać z suplementów z grupy A, według Australijskiego Instytutu Sportu, czyli tych, które mają potwierdzone działanie naukowe.

SA: Co według Ciebie powinno się jeść na zawodach, przed startem, pomiędzy i po startach?

DS: Jest to sprawa bardzo indywidualna, jednak warto pamiętać o podstawowych zasadach. W tym okresie nie należy korzystać z nowych produktów. Oznacza to, że jeżeli nie jadłeś czegoś wcześniej, to nie jedz tego przed zawodami/w trakcie. Nie wiemy jak nasz organizm zareaguje, dodatkowo podczas zwiększonego stresu. Ograniczyć należy również produkty wzdymające (groch, kapustę, fasolę). Produkty zawierające trudno wchłaniane węglowodany, m.in. sorbitol, ksylitol, mannitol, które mogą być przyczyną nadmiernego zbierania się gazów.
Posiłki podawane przed zawodami mają za zadanie dostarczyć energię na czas startu. Żywienie w dniu startu należy rozpocząć co najmniej 3 godziny przed planowanym startem. Spożyty wówczas posiłek powinien być bogaty w węglowodany złożone oraz białko. (Przykładowe posiłki to: kurczak z ryżem i sałatą; płatki owsiane z mlekiem; kanapka/bułka z kurczakiem, rybą, serem, jajkiem). Tak skomponowany posiłek gwarantuje stopniowe uwalnianie glukozy.
Zawody karate kyokushin trwają przeważnie cały dzień, więc bardzo ważne jest żebyśmy “non-stop” dostarczali, główne źródło energii, czyli węglowodany. Najlepiej, żeby były to węglowodany łatwostrawne. Dobrze sprawdzą się banany, owoce, żelki, suszone owoce, batoniki owsiane, biszkopty.
Oczywiście pamiętajmy o odpowiednim nawodnieniu.

SA: Czy korzystasz z innych form treningowych niż karate na przykład trening funkcjonalny, czy siłowy?

D: Tak, jak najbardziej. Uważam, że trening siłowy jest bardzo potrzebny. Odpowiednio ułożony w makro-cyklu mocno wzmacnia zawodnika. Warto, również prowadzić trening, który będzie niwelował nasze mankamenty. Przykładowo – w karate trzymając gardę mamy mocno zaokrąglone plecy, więc warto zwrócić uwagę na te mięśnie antagonistyczne, aby uniknąć dysbalansu. Niestety często nie zwraca się na to uwagi, a po wielu latach treningów mogą pojawić się kontuzje i problemy z obręczą barkową czy z kręgosłupem.

SA: Czy wiedza dietetyka przydaje się w karate, jeśli tak to jak ją wykorzystujesz?

D: Oczywiście, że tak. Jako dziecko miałam 15 kilogramów nadwagi, próbowałam różnych diet – nie zawsze zdrowych. Tak naprawdę, kiedy zmieniłam swoje żywienie na prawidłowe zaczęłam osiągać sukcesy sportowe i moja forma wzrosła. Jestem więc żywym przykładem na to, że to co jemy ma ogromny wpływ. Jedzenie to nasze paliwo, bez niego daleko nie zajedziemy.

SA: Co sądzisz o spożywaniu alkoholu przez zawodników?

D: Wszystko jest dla ludzi, ale warto wiedzieć, że alkohol nie będzie sprzyjał regeneracji. Jedno piwko, może działać relaksująco i odprężająco, jednak większa ilość po pierwsze utrudnia proces resyntezy glikogenu mięśniowego, po drugie zaburza równowagę wodno-elektrolitową oraz kwasowo-zasadową, po trzecie –może niekorzystnie wpływać na przebieg procesów anabolicznych zachodzących w tkance mięśniowej.
Wyjątkiem jest wino czerwone wytrawne czy półwytrawne, które ma bardzo dużą zawartość polifenoli i rezweratrolu. W odpowiedniej ilości może wykazywać działanie kardioprotekcyjne. Odpowiednia ilość to 1-2 kieliszki dziennie. Oczywiście jest to zależne m.in. od masy ciała, czy indywidualnej tolerancji na alkohol.

SA: Jaki rodzaj treningów zalecasz w ostatnim tygodniu przed zawodami?

D: Znowu jest to sprawa indywidualna. Na pewno schodzimy z obciążeń treningowych. Rezygnujemy ze sparingów w celu uniknięcia kontuzji. Treningi powinny być coraz krótsze, bardziej szybkościowe. Często na zawody trzeba dojechać, dlatego warto po przyjeździe się rozruszać. Wiele godzin w aucie czy samolocie powoduje obciążenie układu krążenia, czy kręgosłupa, dlatego lekki krótki trening jest wskazany.

SA: Jakie plany na przyszłość?

D: Plany pokrzyżowały się niestety przez epidemię. W planach miałam start na Mistrzostwach Polski, Europy oraz Świata. Aktualnie nie poddaje się i ćwiczę w warunkach domowych, aby podtrzymać swoją formę. Niestety nie jest to to samo, co trening w dojo, ale daję rade!

SA: Dziękujemy ci bardzo za wywiad. OSU!

D: Proszę bardzo. OSU!

Autorzy: Aneta Łobożewicz, Jan Sozoniuk

PODCAST #6 – Ania Wiatrowska

Rozmawiamy z człowiekiem orkiestrą, czyli z Anią Wiatrowską. O fotografii, teatrze, tańcu… Ale także o ketlach i niekonwencjonalnych metodach treningowych. Dlaczego studentka psychologii milczy podczas dyskusji? Czemu chłopiec z bułką to czysty artyzm? Jak występy w teatrze pomagają w wizualizacji walki? Czy upadek z tatami może być błahostką po skokach ze spadochronem? I w końcu w co wierzy Ania i dlaczego w Tymbarki? Na samym końcu podcastu mówimy o naszym konkursie oraz o unikalnych nagrodach. Więc warto posłuchać do końca!
Podcast jest przeznaczony dla osób powyżej 18 roku życia.